Follow Us

Copyright 2017 | Softset

Nadziana paryka z kurkami w stylu zero waste

Znacie tą presję i wyścig z czasem, kiedy to więdną Wam warzywa w zawrotnym tempie, no i zawartość zamrażarki również woła o natychmiastowe opróżnienie? Tak, ja też to znam. Ja to bardzo dobrze rozumiem. Dlatego zainspirowana prozą życia i codziennymi dylematami matki nie, ale polki gotującej – „wyrzucić, czy reanimować?” zawsze wybieram próbę ratunku.

Mimo wszelkich przeciwności losu po dłuuugiej i wstydliwej przerwie przygotowałam kolejny przepis, ale nie byle jaki przepis, bo ratujący żywot papryki przed trafieniem do śmietnika. Aromatyczna, sycąca potrawa z małym akcentem leśnym w postaci kurek, które cierpliwie czekały od września w zamrażarce na taki moment jak ten. Papryka – bidulka była już trochę poturbowana, zwiędła i pomarszczona przed nadzianiem, dlatego wybaczcie jej niewyjściowy wygląd, ale przepis jest przecież inspirowany duchem „zero waste”, czy nie wyrzucamy, nie marnujemy, tylko wy-ko-rzy-stu-je-my! No to jemy!

Składniki na 2 porcje:

2 papryki (mogą być zwiędłe jak w moim przypadku, i tak będzie pysznie)

1 – 1,5 szklanki zielonej soczewicy

kilka garści kurek lub innych dowolnych grzybów

1 cebula

pół łyżeczki suszonego estragonu

pół łyżeczki suszonego tymianku

sól, pieprz wedle gustu

Ser pleśniowy na wierzch (wiadomo, że osoby niespożywające nabiału pomijają)

olej do smażenia

Wykonanie:

Soczewicę gotujemy w osolonej wodzie do miękkości (zielona gotuje się dość długo, patrzcie jaki jest zalecany czas na opakowaniu), na patelni rozgrzewamy olej, na którym zeszklimy cebulkę wcześniej pokrojoną cebulkę, następnie dodajemy kurki lub inne dowolne grzyby.

Całość dusimy. Piekarnik nagrzewamy do 180 °C. Jeśli grzyby będą już miękkie dorzucamy ugotowaną soczewicę, solimy, pieprzymy i smażymy jeszcze rzez chwilę. W moździerzu ucieramy tymianek z estragonem, który dodajemy pod koniec smażenia. Pamiętajcie aby czas między ucieraniem a dodaniem ziół do farszu był jak najkrótszy, ponieważ chcemy uniknąć ulatniania się aromatu uwolnionego z utartej przyprawy. Jeśli farsz jest gotowy możemy przystąpić do nadziewania papryk, którym wcześniej obcinamy górę i oczyszczamy wnętrze z nasion. Napełnione warzywa wstawiamy do piekarnika na o

koło 30-40 minut, do momentu aż zmiękną. Ser posypujemy przed włożeniem do piekarnika jeśli lubicie mocno podpieczony, albo chwilę przed wyjęciem ich z pieca – wedle gustu. Gotowe! Można jeść!

Potrawa jest na prawdę banalna i szybka w wykonaniu, a potrafi nasycić nas na kilka dobrych godzin.

Możecie zostawić odkrojone „kapelusiki” z łodyżką i założyć je nadzianym już papryką, efekt będzie uroczy, często tak robię, ale tym razem zapomniałam. Roztrzepana jak zawsze.

Krem z pieczonej papryki – Kremove Paprykove Love

Kochani! Blog ruszył z kopyta! W prawdzie miałam przygotowane coś dopiero na jutro, bo w ogóle nie spodziewałam się takiego wspaniałego odzewu. Szok, szok, szok. Nie zamierzam odpuszczać, widzę, że mam dla kogo działać! Dziękuję i kłaniam się niziutko, czekam na Wasze refleksje, komentarze, bo tak na prawdę to Wy jesteście najważniejsi, ja tu tylko sprzątam! Wróć! Gotuję! A Wy razem ze mną. Sio do kuchni, teraz będziemy (znów) blendować. Lubicie?

Wprawdzie jestem tu dosłownie parę chwil, ale kto przejrzał Wilczaka, choć pobieżnie, zapewne zdążył zauważyć, że moim ulubionym narzędziem pracy (oprócz lapka oczywiście) jest blender. Uwielbiam idealnie kremowe potrawy – sosy a’la beszamel, puree, a szczególnie zupy krem. Robię je na masową skalę i ze wszystkiego jadalnego (i roślinnego) co wpadnie mi w łapki.

Jakiś czas temu usłyszałam od jednego z moich kumpli, że takie zupy są nudne, bo nie widać w misce żadnych składników, dostajemy tylko jednolitą masę. Przez chwilę zrobiło mi się nawet smutno, prawie jak wtedy, kiedy słyszę, że „ZUPA TO NIE OBIAD”. Nie no spoko, szanuję – jesteśmy różni, mamy różne preferencje i to jest fajne, ale mam kompletnie odmienne zdanie. Uważam właśnie, że są bardzo zaskakujące i tajemnicze. Bo zobaczcie, dopóki takiego kremu nie spróbujemy, to tak na prawdę możemy jedynie domniemać z czego powstał. A Wy co myślicie? Krem, czy zwykła zupa, a może zupa to nie obiad?

Dla mnie krem to idealny obiad – ciepły, sycący, odżywczy, dodający energii, mogę tak wymieniać długo, ale chcę już przejść do sedna sprawy, więc tu i teraz dzielę się moim odkryciem. Pieczona papryka – jesień w gębie pełną parą. Ja się zabujałam – po prostu paprykove love. Dzisiaj to normalnie wszystko i wszystkich kocham. Ciekawe co będzie się działo w Walentynki, ha! A teraz patrzcie i korzystajcie!

Składniki (na około 4 porcje)

5 średnich papryk (czerwone + żółte)

1 średnia cebula

2 duże pomidory

1 szklanka wody (opcjonalnie, jeśli krem będzie dla Was zbyt gęsty)

2 ząbki czosnku

sól

pieprz

wędzona papryka

kurkuma

olej

Przygotowanie

Piekarnik rozgrzać do 180°C. Papryki myjemy, oczyszczamy z gniazd nasiennych, kroimy na pół, układamy na blasze wyłożonej brązowym pergaminem – pieczemy przez około 40 minut (można przykryć folią aluminiową).

Po upieczeniu, gdy chcemy zdjąć paprykową skórkę (nie wszyscy ją dobrze trawią), umieszczamy je w plastikowym pudełku z wieczkiem na około 15 minut. Po tym czasie skórka powinna samoistnie oddzielić się od miąższu, wystarczy wtedy zdjąć ją delikatnie nożykiem, a nawet wystarczy palcami.

Kroimy drobno cebulę, podsmażamy ją na oleju w garnku, w którym będziemy robić zupę (bez sensu jest dodatkowo brudzić patelnię i później męczyć się ze zmywaniem, ułatwiajmy sobie życie). Umyte i obrane ze skóry pomidory kroimy drobno, dodajemy do garnka ze zeszkloną cebulką – dusimy przez około 5-7 minut, następnie dorzucamy upieczone papryki i dusimy jeszcze przez około 10 minut (można podlać trochę wodą, ale zarówno pomidory jak i papryka puszczają jej dużo podczas obróbki), w tym czasie dorzucamy posiekany czosnek, doprawiamy solą i pieprzem, następnie blendujemy – w zależności od tego jaki sprzęt posiadacie, czekamy z blendowaniem do ostygnięcia lub robimy to na ciepło. Ja zazwyczaj radzę chwilę poczekać, żeby nie narażać sprzętu na niszczenie pod wpływem wysokiej temperatury.

Serwujemy z dodatkiem kurkumy, wędzonej papryki i pieprzu grubo młotkowanego.

P.S. Róbcie dopóki paprykę mamy swoją, polską i w dobrej cenie 🙂 – sezonowe najlepsze!