Follow Us

Copyright 2017 | Softset

wrześniowe ciasto sypane z jabłkami

Wprawdzie oficjalnie wciąż mamy lato, ale wystarczy rozejrzeć się wokół, żeby zauważyć nadchodzącą wielkimi krokami jesień w postaci drzew zmieniających barwę, świeżych żołędzi ukazujących się na dębach, dojrzewających kasztanów, czy zimnych wieczorów i poranków oraz znikających w mgnieniu oka, krótkich dni.

Cykliczność, sezonowość i przemijający czas cudownie obserwuje się na lokalnych bazarkach i rynkach. Teraz to już tylko wspomnienie, bo kulinarna przygoda na w Dolinie Bobru dobiegła końca, ale jeżdżąc co tydzień na targ odbywający się na jeleniogórskim Zabobrzu można było obserwować ten szalenie ciekawy z perspektywy bzika kulinarnego proces. Kiedy to truskawki zaczęły ustępować miejsca śliwkom i malionm, groszek znikał na rzecz brukselki, jabłka zaczęły być coraz bardziej różnorodne, dorodne i przy tym wszystkim tańsze, a honorowe miejsce na straganach zarezerwowane zostało najpierw dla cukinii, kabaczków, a następnie dla różnorodnych dyń i patisonów. Dla mnie to jest kwintesencją jesieni.

Dlatego też wychodzę do Was z propozycją ciasta, które teraz smakuje najlepiej.  Kiedy po zimnych sernikach, tofurnikach, owocowych koktajlach, sorbetach i tym podobnym smakołykom zarezerwowanych dla sezonu letniego chcemy delektować się czymś bardziej stonowanym, zrównoważonym w wyrazie i smaku, może nawet z delikatną nutą korzenną na rozgrzewkę. Ale bez przesady, w końcu do jesieni totalnej jeszcze trochę brakuje.

Gdybym miała podać idealny deser do kawy na wrześniowe popołudnia wskazałabym właśnie to ciasto sypane z jabłkami w roli głównej. Połączenie świeżo zerwanych, utartych jabłek, marchewki i cynamonu zamkniętych w przepysznym cieście z mąki pełnoziarnistej i kaszy manny jest wspaniałym zaproszeniem na jesienne podwieczorki.

Ostatnimi czasy, ciasto sypane z jabłkami lubiłam piec dla moich gości z OchAch’a i WCS, nawet z wiąże się z tym króciutka anegdotka, która zapadła mi w pamięci. Rozmowy z gośćmi, na tematy kulinarne, lub wszelakie to kolejny inspirujący aspekt mojej pracy.

– Pani Marcelino. – zaczęła śmiertelnie poważnie Pani… nazwijmy ją Ania. . Przyznam, że serce zaczęło bić mi szybciej, czekałam na rozwój sytuacji. – Czemu Pani musi zawsze robić wszystkie potrawy,nawet klasyczne, inaczej? Wszystkie propozycje, które u Was jem są wymyślne i nietypowe. Pasztet bez mięsa, ciasto bez jajek, sosy bez śmietany, zupy niezabielane… Powtórzę się, ale wszystkie smaki są inne niż znam i lubię no. – Zakończyła Pani Ania jeszcze poważniej, dodatkowo z nutą frustracji w głosie. Byłam przekonana, że zupełnie zawiodła się na mojej „inności. Po czym ciągnęła dalej. – Myślałam, że lubię, ale po tej kuchni nie wiem czy już tak mocno lubię. Ja nie wiem jak Pani to robi, że nawet szarlotkę zrobi Pani na odwrót?! Żeby jabłka włożyć do środka, zero masła, zero jajek. Ja nie wiem… Mogę zapisać się do Pani na kurs? Bo ja też tak chcę. Może chociaż z przyprawiania?

W tym momencie pojawił się uśmiech na jej twarzy, dopiero w Jej oczach zauważyłam zadowolenie. Zrobiła mnie w bambuko i to cwanie, fajnie, najfajniej jak można. W 3 sekundy schudłam chyba z 10 kg, zeszło ze mnie powietrze, a w miejsce nadprogramowej adrenaliny wskoczyła serotonina. Wow, takie słowa potrafią uskrzydlić. Życzę wszystkim, aby czuli się docenieni, podbudowani i zmotywowani tak, jak ja w tamtym, oraz wielu innych radomickich momentach.

Tymczasem zachęcam do wypróbowania przepisu na ciasto sypane z jabłkami, lub „szarlotkę” na odwrót – jak zwał tak zwał. Najważniejsze, że wegańsko, aromatycznie no i oczywiście łatwo… 🙂

Subtelnie zapraszam na jesień.

Składniki na okrągłą tortownicę

1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej

1 szklanka kaszy manny

1/2 szklanki cukru brązowego / ksylitolu / cukru kokosowego

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 kostki masła/ margaryny wegańskiej (bez oleju palmowego, proszę) / kilka łyżek oleju kokosowego

1 kg jabłek

4 marchewki

cynamon

gałka muszkatołowa

Wykonanie

Składniki suche łączymy  w misce. Jabłka i marchew myjemy, obieramy i trzemy na tarce (grube oczka), po czym łączymy je mieszając. Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia.

Tortownicę wykładamy, a właściwie obsypujemy warstwowo (najczęściej wychodzą3cwarstwy suchego i 2 warstwy mokrego) w następującej kolejności:

  • 1/3 suchego (mąka+kasza+cukier+proszek)
    • całe dno tortownicy musi być przykryte, więc może być nieco więcej niż 1/3
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 mokrego (jabłka+marchew)
  • 2 łyżeczki cynamonu i 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • kilka plastrów masła / łyżek oleju kokosowego /
    • tak aby przykryć około 2/3 powierzchni ciasta
  • 1/3 suchego
  • 1/2 mokrego
  • 1 łyżeczka cynamonu i 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/3 suchego (to co pozostanie)
  • kilka plastrów masła
    • tak aby przykryć około 2/3 powierzchni ciasta
  • 1 łyżeczka cynamonu

Pieczemy przez 45-50 minut w 180°C.

krem z dyni olbrzymiej, rozgrzewający szlagier jesieni 2017

Kocham ją za piękne kształty, ciepły kolor skórki, za bogate wnętrze, za smak i za to, że nawet najbardziej ponury październikowy dzień dzięki niej staje się weselszy, jakiś taki łatwiejszy do zniesienia. I wcale nie mówię tu o żadnej ludzkiej kobitce, bo w sumie lubię facetów. Nasze jesienne słonko – dynia, jeden z powodów dla którego nie narzekam na tą porę roku. Dla mnie, pod postacią kremowej, pomarańczowej zupy jest najbardziej rozgrzewająca i zbawienna. Wiecie jak to jest, po całym dniu walki z pierwszymi zimnymi, żywiołami, które czyhają poza ścianami naszych wyposażonych w centralne ogrzewanie (THANKS GOD) grajdołków, jedyne o czym marzę to dorzucenie do pieca (czyt. brzucha, żołądka) trochę opału, bo robi się srogo. Mi nawet CO już nie wystarcza, więc dogrzewam się od środka. Niech ten dyniowy krem będzie i Waszym opałem na niesprzyjające dni.

Rozgrzewający krem z dyni olbrzymiej

dynia

Składniki (na około 3-4 porcje)

1 kg dyni (surowej, obranej, pokrojonej w kawałki)

400g ziemniaków (ok. 3-4 duże)

2 cebule

2 ząbki czosnku

250 ml mleka kokosowego (gęsta część)

olej

2 – 2 1/2 szklanki wody (można więcej – w zależności jak gęsty krem lubicie)

pół łyżeczki gałki muszkatołowej

1 łyżeczka kurkumy

kmin rzymski (parę szczypt do smaku)

pieprz Cayenne (ostrożnie z ilością, pali!)

2 listki laurowe

3-4 ziarenka ziela angielskiego

wędzona papryka (opcjonalnie)

pestki dyni do ozdoby

sól

pieprz

Wykonanie

Obraną ze skórki, wydrążoną i pokrojoną w kawałki dynię pieczemy na blaszce wyłożonej pergaminem w piekarniku rozgrzanym do 180-200°C przez około 20 minut, do zmięknięcia. Obieramy i kroimy resztę składników, czyli cebulę, czosnek i ziemniaki.

W średnim garnku (3-4 l) rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę do zeszklenia co jakiś czas mieszając. Pod koniec smażenia dodajemy czosnek, następnie wlewamy wodę, dorzucamy ziemniaki, liście laurowe, ziele angielskie i sól. Kiedy ziemniaki już zmiękną czas na najważniejszy ruch – do gara wrzucamy upieczoną, słodziutką dynię. Nie zapominamy o wlaniu mleczka kokosowego, ale jakoś wolę zrobić to po zblendowaniu ostygniętej zupy. Ja nie wyciągam ani ziarenek ziela, ani listków laurowych – blenduję je razem z resztą składników.

Nasz krem doprawiamy wyżej wymienionymi przyprawami, z doświadczenia radzę kierować się raczej własnymi preferencjami niż podanymi przeze mnie ilościami przypraw, ale jedno jest pewne – uważajmy, żeby nie przedobrzyć z ich ilością, przecież nie chcemy zabić smaku dyni tylko go wzbogacić :).

Podajemy na gorąco z pestkami dyni, wędzoną papryką i mleczkiem kokosowym zastępującym śmietankę.

Róbcie koniecznie póki trwa sezon!

zupa krem z dyni