Pieczona dynia faszerowana jarmużową jaglanką

Zawsze wiedziałam, że dynia posiada bogate wnętrze (poniżej niepodważalny dowód). Do tego ma tak wszechstronne zastosowanie, sami przyznajcie. Bo jak tu jej nie kochać, skoro może być wszystkim – nawet jadalnym naczyniem.

Znacie zasadę synergii? To wtedy, kiedy 2+2=5. Obie składowe, czyli w tym wypadku pieczona dynia i nadzienie, osobno smakują dobrze, ale po połączeniu sił wracają ze zdwojoną siłą, stają się k o m p l e t n ą bombą smaku. Wszyscy znamy i lubimy faszerowane cukinie, papryki, czy ziemniaki, ale to jest n a j l e p s z e nadziane warzywo z n a j l e p s z y m farszem, jakie dotąd jadłam – przebija wszystkie poprzednie. Przepis broni się sam. Bez zbędnej gadki. Sprawdźcie sami.

pieczona dynia faszerowana

Pieczona dynia faszerowana

Składniki na 2 średnie dynie hokkaido (po około 1,5 kg każda, lub 3 mniejsze)

Dynie:

2-3 ząbki czosnku

rozmaryn

ulubiony olej (np. rzepakowy)

Farsz:

około 1 szklanki kaszy jaglanej (200g/2 woreczki)

3 duże liście jarmużu (około 200g)

1/2 słoika suszonych pomidorów (około 150g)

1 łyżeczka (lub więcej) przyprawy Garam Masala, ewentualnie innej ulubionej arabskiej mieszanki

1 łyżeczka słodkiej papryki

szczypta pieprzu cayenne

parę szczypt gałki muszkatołowej

sok z niecałej połowy cytryny

prażone pestki dyni do ozdoby

sól

pieprz

olej rzepakowy do smażenia (możecie wlać nieco więcej niż zwykle, nie chcemy, by farsz był za suchy)

Wykonanie

Dynie:pieczona dynia

Piekarnik rozgrzewamy do 190°C. Dynie myjemy, obcinamy „kapelusik”, dużą łyżką wydrążamy łykowatą część i pestki. Oczyszczone dynki układamy wraz z obciętymi, górnymi częściami na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Od środka smarujemy je przeciśniętym przez praskę czosnkiem wraz z ulubionym olejem, posypujemy solą, pieprzem i rozmarynem. Pieczemy przez około 20-25 minut – do miękkości miąższu. Pamiętajmy, że dynie hokkaido są takie super, że nie trzeba obierać ich ze skórki! 🙂

 

 

 

Farsz:

farsz

Kaszę jaglaną gotujemy (nie mieszamy podczas gotowania, aby nie zrobiła się ciapka) przez około 10 minut do całkowitego wchłonięcia wody. Na patelni rozgrzewamy olej rzepakowy, smażymy posiekany jarmuż przez około 10 minut do miękkości, najlepiej smażyć pod przykrywką, aby nie uciekła zbyt duża ilość wody. Pod koniec smażenia dodajemy pokrojone pomidory oraz ugotowaną kaszę jaglaną, przyprawiamy, dodajemy sok z cytryny i mieszamy dokładnie wszystkie składniki. Nasz farsz jest już gotowy.

Nadziewamy upieczone, jeszcze ciepłe dynie. Posypujemy pestkami, zakładamy kapelusik i zabieramy się do pałaszowania. 🙂

 

Mus z dyni – jesienny MUSthave

Ostatnio, gdzieś w radio słyszałam, jak pan dziennikarz mówił, że długie blezery w kratę to totalny „MUST HAVE” sezonu i każda laseczka musi je mieć, a najlepiej ze dwa, co najmniej. Kiedyś to była po prostu za duża, kompletnie niemodna marynara z lumpa, no ale czasy się zmieniają. Do czego dążę, do rzeczy. Tak sobie skojarzyłam, że moim jedynym „must have” tego sezonu w szafie, a raczej szafce w kuchni jest w sumie samo must, tyle że bez „t” czyli mus, ale nie byle jaki, choć banalny – mus dyniowy. Wiecie, dynia kiedyś też była niemodna i w ogóle kojarzona z biedą, przynajmniej tak mówi moja babcia, która generalnie wie na czym świat jest zbudowany. Ostatnio mam wrażenie, że świat jest zbudowany właśnie na dyni (a nie na skorupie wielkiego żółwia, jak wszyscy mówią).

Taki oto niepozorny musik jest kolejną niezastąpioną bazą zaraz obok tego sosu pomidorowego. Pozwólcie mi tylko konkretnie rozkręcić się z tym całym blogowaniem, a wrzucę fajowskie przepisy z wykorzystaniem naszego musu, lub jak kto woli purée z dyni. Tymczasem ja daję Wam czas na ogarnięcie tematu i przygotowanie kilku porcji własnych „Must’ów” . Serio, radzę zrobić to czym prędzej. Później możecie przechowywać go w lodówce (do około 3-4 dni), w słoikach lub w zamrażarce, w woreczkach. Jeszcze mi podziękujecie. Zimą. Sącząc na przykład pyszne pumpkin latte. Do dzieła.

Składniki

Dynia, dużo dyni (hokkaido, muscat, olbrzymia w zależności do jakiej macie dostęp)

Wykonanie

Rozgrzewamy piekarnik do 180-200°C, dynię kroimy na mniejsze kawałki, wyciągamy pestki wraz z łykiem, obieramy. Możemy obrać ją zarówno przed pieczeniem, jak i po upieczeniu i ostygnięciu, wtedy miękka dynia będzie fajnie odchodzić od skórki za pomocą łyżki, jednak musicie pamiętać, aby nie kroić jej wtedy zbyt drobno, bo się zamęczycie na śmierć z tym obieraniem. Wtedy najlepiej pokroić ją na większe półksiężyce.

Dynię układam na blaszce wyłożonej szarym papierem do pieczenia, można przykryć folią aluminiową, wtedy szybciej się upiecze. Czas trwania pieczenia to około pół godziny, czasami więcej, zależy to od paru czynników, od rodzaju piekarnika, stopnia rozdrobnienia dyni, czy jej gatunku. Po prostu w czasie pieczenia sprawdźcie po około pół godziny, kiedy to w mieszkaniu będzie unosił się już niepowtarzalny dyniowy zapach, czy już zmiękła.

Po ostudzeniu, obraniu ze skórki czas na blendowanie. Po uzyskaniu gładkiej masy dodaję odrobinę soli himalajskiej i przekładam do wyparzonych słoiczków, a następnie pasteryzuję. Jeśli macie miejsce w zamrażarce, możecie przełożyć ją do woreczków zamykanych na żyłkę i zamrozić. Przypominam, że w lodówce mus trzymamy maksymalnie 4 dni.

Pasteryzacja poprzez gotowanie

Garnek o dużej średnicy wykładamy bawełnianą ściereczką w celu uniknięcia bezpośredniego kontaktu słoików z nagrzanym dnem garnka i tym samym możliwości ich popękania. Ustawiamy słoiki, tak by zmieścić ich jak najwięcej na raz, zalewamy wodą do 3/4 wysokości. Czas pasteryzacji liczymy od zagotowania. Ja pasteryzowałam 25-30 minut. Uważajcie przy wyciąganiu słoików, bo będą gorące! Po zakończeniu pasteryzacji ustawiamy nasze musy do góry dnem i pozostawiamy do wystygnięcia.

krem z dyni olbrzymiej, rozgrzewający szlagier jesieni 2017

Kocham ją za piękne kształty, ciepły kolor skórki, za bogate wnętrze, za smak i za to, że nawet najbardziej ponury październikowy dzień dzięki niej staje się weselszy, jakiś taki łatwiejszy do zniesienia. I wcale nie mówię tu o żadnej ludzkiej kobitce, bo w sumie lubię facetów. Nasze jesienne słonko – dynia, jeden z powodów dla którego nie narzekam na tą porę roku. Dla mnie, pod postacią kremowej, pomarańczowej zupy jest najbardziej rozgrzewająca i zbawienna. Wiecie jak to jest, po całym dniu walki z pierwszymi zimnymi, żywiołami, które czyhają poza ścianami naszych wyposażonych w centralne ogrzewanie (THANKS GOD) grajdołków, jedyne o czym marzę to dorzucenie do pieca (czyt. brzucha, żołądka) trochę opału, bo robi się srogo. Mi nawet CO już nie wystarcza, więc dogrzewam się od środka. Niech ten dyniowy krem będzie i Waszym opałem na niesprzyjające dni.

Rozgrzewający krem z dyni olbrzymiej

dynia

Składniki (na około 3-4 porcje)

1 kg dyni (surowej, obranej, pokrojonej w kawałki)

400g ziemniaków (ok. 3-4 duże)

2 cebule

2 ząbki czosnku

250 ml mleka kokosowego (gęsta część)

olej

2 – 2 1/2 szklanki wody (można więcej – w zależności jak gęsty krem lubicie)

pół łyżeczki gałki muszkatołowej

1 łyżeczka kurkumy

kmin rzymski (parę szczypt do smaku)

pieprz Cayenne (ostrożnie z ilością, pali!)

2 listki laurowe

3-4 ziarenka ziela angielskiego

wędzona papryka (opcjonalnie)

pestki dyni do ozdoby

sól

pieprz

Wykonanie

Obraną ze skórki, wydrążoną i pokrojoną w kawałki dynię pieczemy na blaszce wyłożonej pergaminem w piekarniku rozgrzanym do 180-200°C przez około 20 minut, do zmięknięcia. Obieramy i kroimy resztę składników, czyli cebulę, czosnek i ziemniaki.

W średnim garnku (3-4 l) rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę do zeszklenia co jakiś czas mieszając. Pod koniec smażenia dodajemy czosnek, następnie wlewamy wodę, dorzucamy ziemniaki, liście laurowe, ziele angielskie i sól. Kiedy ziemniaki już zmiękną czas na najważniejszy ruch – do gara wrzucamy upieczoną, słodziutką dynię. Nie zapominamy o wlaniu mleczka kokosowego, ale jakoś wolę zrobić to po zblendowaniu ostygniętej zupy. Ja nie wyciągam ani ziarenek ziela, ani listków laurowych – blenduję je razem z resztą składników.

Nasz krem doprawiamy wyżej wymienionymi przyprawami, z doświadczenia radzę kierować się raczej własnymi preferencjami niż podanymi przeze mnie ilościami przypraw, ale jedno jest pewne – uważajmy, żeby nie przedobrzyć z ich ilością, przecież nie chcemy zabić smaku dyni tylko go wzbogacić :).

Podajemy na gorąco z pestkami dyni, wędzoną papryką i mleczkiem kokosowym zastępującym śmietankę.

Róbcie koniecznie póki trwa sezon!

zupa krem z dyni