borówkowe ciasto z kaszy mannej

Niektórzy krzywią się na ich widok i pukają w głowę, inni przyklaskują i totalnie wchodzą w ten biznes. Niezależnie w której grupie osób się znajdujesz jedno jest pewne – boom na ciasta, które niewiele wspólnego mają z tradycyjnym serniczkiem, jabłecznikiem, karpatką, czy murzynkiem rozkręcił się na dobre. Najlepiej, żeby było bez mąki pszennej, bez glutenu, bez mleka, bez śmietany, bez jaj, bez cukru, wegańskie, ale zarazem było fit, pożywne, odżywcze, ładnie wyglądało, miało ciekawą konsystencję i smak, było słodkie i fotogeniczne.

Ludzie?! Serioooo? Tak serio.

Jesteśmy świadkami wysypu kawiarni oferujących w swojej karcie takie cuda, wynalazków czasem lepszych, czasem gorszych, warsztatów z pieczenia „inaczej” (sama w takich brałam udział i było świetnie), pojawiających się na fejsie reklam osób sprzedających wegańskie torty, czy inne smakołyki na urodziny, święta, imprezy firmowe, imieniny cioci Halinki, czy komunię Krzysia – tofurniki, nerkowniki, jagielniki, pierd*lniki aż prosi się, żeby spuentować. Wariactwo totalne, ale ogólnie rzecz ujmując jest to na prawdę smaczne, ciekawe wariactwo, które może sprawić niezłą frajdę, pobudzić wyobraźnię a na końcu przynieść satysfakcję z przygotowania czegoś nietuzinkowego, czegoś, co może zaskoczyć domowników, czy naszych gości. Czemu by nie spróbować? 🙂

Dzisiaj, a w zasadzie dwa tygodnie temu przygotowałam to ciasto zupełnie na spontanie (wierzcie lub nie, ale na prawdę robiłam je w jakimś amoku twórczym, czy coś w tym stylu). Pojawił się  w głowie pomysł – stara, zapomniana, gdzieś skrywająca się w cieniu kaszy jaglanej i komosy ryżowej kasza manna. Ciach i dalej poszło już samo. Nie miałam żadnych obaw, czy super planów w postaci posta na bloga związanego z jego powstaniem, po prostu uda się, albo nie, zobaczymy co dalej, chrzanić konsekwencje, życie na krawędzi itp. Czujecie to. No i się udało, do tego stopnia, że powstał wpis. Chociaż moja mama, która nie lubi kaszy mannej była do niego nastawiona raczej obojętnie, także o gustach i smakach już nie dyskutujemy.

A teraz parę słów w ramach promocji ciasta – tanie w porównaniu do innych „zdrowych” ciast i nie tylko zdrowych, wegańskie, bez dodatku cukru, fit, łatwe, szybkie, smaczne, nierozwalające się – można jeść jak kanapkę, ładne. A co do kaszy mannej to może nie jest ona bezglutenowa (także nie dla wszystkich), ale zawiera dużo błonnika, białka, witamin (B, E), potasu, żelaza, magnezu, a nawet jodu. Jest lekkostrawna, a przy tym sycąca! Viva la kasza manna, a zatem do garów! 🙂

ciasto z kaszy mannej

Składniki na okrągłą blachę o średnicy 24 cm:

Spód

1 szklanka daktyli namoczonych w ciepłej wodzie

3 łyżki siemienia lnianego

3 łyżki mąki kokosowej

3 łyżki wiórek kokosowych

3 łyżki mąki ryżowej

woda

Masa białaciasto z kaszy mannej

1 szklanka kaszy mannej

1 mleczko kokosowe

1 szklanka cukru (ja dałam pół, ale mówili, że za mało słodkie :D)

kilka kropel esencji waniliowej (ewentualnie olejku waniliowego)

Masa fioletowa

Tak samo jak w masie białej, oprócz esencji waniliowej

1 szklanka borówek

+ borówki do ozdoby

Przygotowanie:

Spód

Piekarnik nagrzewamy do 180°C. Daktyle namaczamy w ciepłej wodzie, suche składniki wsypujemy do miski, po czym dodajemy dobrze rozmiękczone daktyle wraz z wodą i zagniatamy ciasto do uzyskania gliniastej konsystencji. Podczas zagniatania, gdy ciasto jest zbyt suche i nie chce się połączy możemy co jakiś czas podlewać je odrobiną wody. Następnie wyklejamy nim dno blaszki. Podpiekamy je przez około 10-15 minut i zostawiamy do przestygnięcia.

Masa (obie przygotowujemy niemal tak samo)

ciasto z kaszy mannej

Do rondelka wlewamy puszkę mleczka kokosowego, dolewamy jeszcze około pół szklanki wody, ksylitolu i zagotowujemy na małym gazie. Do przygotowania białej masy dodajemy w tym czasie esencję waniliową, a do fioletowej – borówki. Następnie (cały czas mieszając!) wsypujemy powoli kaszę manną, którą jeszcze przez chwilę gotujemy do zgęstnienia. Nie zapomnijcie o mieszaniu, bo inaczej zrobią się grudki. Tak powstałą masę (najpierw przygotowujemy białą) wylewamy na spód i wygładzamy najlepiej za pomocą szpatułki. Następnie w identyczny sposób przygotowujemy masę fioletową. Na końcu dekorujemy borówkami, liśćmi mięty i czym dusza zapragnie, odstawiamy do przestygnięcia i wkładamy na kilka godzin do lodówki, po tym czasie można jeść :).

Łatwe? Pewnie że łatwe. Smacznego!

deserowe ciasteczka owsiane

Chyba zrobiłam ciastka, które są spełnieniem marzeń wszystkich bezglutenowców, bezlaktozowców, bezcukrowców, bezjajowców i tym podobnych – wiecie o co chodzi.  Jestem przekonana, że typowi zjadacze chleba, glutenu, słodyczy, czy kiełbaski również nie będą zawiedzeni. Te ciasteczka zadowolą po prostu każdego (jakkolwiek by to nie brzmiało). I jakby tego było mało to osiągnięcie takiego efektu wcale nie kosztowało mnie ogromnych nakładów pracy ani czasu, bo z nim ostatnio jest ciężko. Poniższy przepis podobnie jak reszta jest po prostu ekspresowy i prosty jak obsługa cepa, a przy tym zwyczajnie smaczny i na pewno zdrowszy niż ciacha z mark etu.

Może nie jest to jakieś odkrycie, banan i masło orzechowe – wielkie mi halo, ale są pyszne i można nimi nie tylko zaspokoić głód na słodkie, ale też nieźle podjeść, gdy nie bardzo mamy możliwości na spożycie konkretnego posiłku, na przykład w podróży. Serio, sprawdziłam to będąc ostatnio na majówkowym wypadzie w górach. Przekąska idealnie sprawdziła się na dzikim szlaku, gdzie o budzie z zapieksą, czy innym hot – dogiem można zapomnieć, a no i gdy nie bardzo chcemy stołować się w tego typu „lokalach”, czy wpierniczać snikersy. Jedno takie ciasteczko, no może dwa i strzał energetyczny zagwarantowany :).

Polecam, sprawdziłam – Jerzy Zięba.

Eee Marcelina Wilczak raczej, sorki.

ciastka, ciasteczka, deser, czekolada, płatki owsiane, owsiane ciastka, wegańskie, wegan, vegan, fit, zdrowe, bez glutenu, bezglutenowe, glutenfree

Składniki na około 10 ciastek :

1,5 szklanki płatków owsianych

2 duże banany

1 tabliczka gorzkiej czekolady (zawartość kakao min. 70%)

5-6 łyżek masła orzechowego

1 szklanka mleka roślinnego / wody

opcjonalnie dodatkowa słodkość 😛 – ksylitol, erytrol, syrop z agawy etc. (ty

lko dla wybitnych słodziaków)

Piekarnik nagrzewamy do około 160 – 170 C. Ważne jest aby nie była to zbyt wysoka temperatura, ponieważ ciacha się szybko zjarają. Musicie kontrolować sytuację na bieżąco ;). Płatki owsiane wsypujemy do miski i zalewamy gorącą wodą lub mlekiem (ok. 1 szklanki) w celu ich rozmiękczenia. Następnie dodajemy pokrojone banany i rozgniatamy tak oba składniki widelcem do powstania papki – mniej lub bardziej jednorodnej, jest to bez znaczenia. Kolejnym krokiem jest posiekanie na drobne kawałki czekolady, którą dorzucamy do masy ciasteczkowej oraz dodatek masła orzechowego. Słodziaki oczywiście dodają jeszcze dodatkową słodkość jeśli trzeba, w końcu ma smakować, a ja nie lubię się męczyć podczas jedzenia :P. Zawartość miski dokładnie mieszamy. Generalnie konsystencja powinna być gęstsza od masy na placki ziemniaczane – dość zwarta i nierozlewająca się po blasze podczas formowania. Blachę wykładamy papierem do pieczenia, na którą wykładamy łyżką masę i formujemy okrągłe ciasteczka. Ciacha pieczemy około 15 minut. Będzie pysznie, obiecuję. 🙂

 

Malinowa tarta z kremem czekoladowo jaglanym

 Jestem łasuchem, kompletnym Kubusiem Puchatkiem. Dlatego nie wyobrażam sobie, gdyby pierwszym wpisem (szooook, pierwszy wpis, mam tremę!) byłoby coś innego niż słodyczek :). Słodyczek, a właściwie ciasto dość alternatywne i budzące pewną konsternację, ale główna degustatorka (czyt. królik doświadczalny) moich roślinnych wariactw i nadworny „masterczef” – MAMA dała zielone światło tej oto malinowej tarcie, na totalnie nietypowym kruchym spodzie z przepysznym jaglanym kremem – zero jajek, zero masła, zero białego cukru i do tego bez pieczenia – szok co? Oby Was to nie zniechęciło, o nie, wręcz przeciwnie zachęcam wszystkich do kombinowania ze zdrowymi deserami czyniąc je bardziej odżywczymi. Niech ta tarta będzie jedną z inspiracji, których tutaj nie zabraknie, obiecuję. Zjadłam pół blaszki sama i nawet nie miałam wyrzutów sumienia – czy powinnam?

Składniki (na blachę o średnicy 30 cm)

kruche ciasto  

1 szklanka mąki jaglanej

¾ szklanki mielonych migdałów

¾ szklanki mąki kokosowej

2 duże łyżki kakao

2 banany

100g daktyli

krem

1 tabliczka gorzkiej czekolady (minimum 70% kakao)

80g daktyli

1 szklanka kaszy jaglanej

2-3 łyżki ksylitolu

1/3 szklanki mleka roślinnego

3 łyżki skrobi ziemniaczanej

1 śmietanfix (skrobia+glukoza, można pominąć)

Parę szczypt chili (w zależności od tego jak bardzo jesteście wrażliwi na ostry smak)

1 słoiczek dżemu malinowego (użyłam domowego dżemu z mojego przepisu)

Maliny do dekoracji

Liście świeżej mięty (opcjonalnie)

Wykonanie

Kruche ciasto

Daktyle zalać gorącą wodą i pozostawić do zmięknięcia (zarówno te na ciasto jak i na krem).

Do dużej miski wsypujemy migdały, mąkę kokosową, mąkę jaglaną oraz kakao. Zawartość miski mieszamy dokładnie, tak aby całość przybrała czekoladowy kolor kakao.

Kiedy daktyle zmiękną, blendujemy je na gładką masę wraz z obranymi i pokrojonymi bananami, następnie łączymy z suchą zawartością miski.

Ugniatamy nasze ciasto do uzyskania gliniastej konsystencji (jeśli masa jest zbyt sucha można dodać więcej bananów, lub ostrożnie dolać niewielką ilość wody, czy mleka roślinnego).

Formę do tarty o średnicy 30 cm wylepiamy ciastem zaczynając od boków, a następnie dno.

Możecie spróbować podpiec ciasto przez parę minut w 180°C jeśli macie wątpliwości co do tego, czy będzie ono zwięzłe, ale wtedy może ono stwardnieć na tyle, że ciężko będzie się kroić (ale łatwiej jeść, jak pizzę :P). Eksperymentujcie i nie bójcie się ryzyka!

Krem

Na małym gazie, pod przykryciem gotujemy kaszę jaglaną  w proporcji 1:2 na wodzie, lub mleku roślinnym przez około 15-20 minut (polecam delikatnie rozgotować kaszę, tak by krem łatwiej się blendował, dzięki temu unikniemy niechcianych grudek). Następnie pozostawiamy do ostygnięcia.

Rozgotowaną kaszę i daktyle blendujemy na bardzo gładką masę.

W rondelku, na małym gazie, podgrzewamy 1/3 szklanki mleka roślinnego, rozpuszczamy w nim 2 łyżki ksylitolu oraz drobno połamaną czekoladę cały czas mieszając aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Pozostawiamy  do przestygnięcia.

Zblendowaną kaszę z daktylami łączymy z roztopioną masą czekoladową, następnie miksujemy dodając w trakcie śmietanfix oraz skrobię ziemniaczaną. Nasz krem jest już gotowy.

Spód tarty hojnie smarujemy dżemem malinowym, wylewamy krem, posypujemy chili, a na koniec dekorujemy malinami i (opcjonalnie) liśćmi świeżej mięty. Wkładamy do lodówki.

Teraz tylko musimy przez dłuższą chwilę uzbroić się w cierpliwość, aby dać szansę kremowi porządnie się ściąć pod wpływem niskiej temperatury (łatwiej będzie się wtedy kroić).

Tartę przechowujemy w lodówce. Najlepiej będzie jeśli zjecie ją w przeciągu dwóch, maksymalnie trzech dni, ale jestem przekonana, że z tym nie będzie najmniejszego problemu.

Dobrej zabawy i smacznego!

P.S. Nie zapomnijcie oblizać łyżki i miski po kremie!