wrześniowe ciasto sypane z jabłkami

Wprawdzie oficjalnie wciąż mamy lato, ale wystarczy rozejrzeć się wokół, żeby zauważyć nadchodzącą wielkimi krokami jesień w postaci drzew zmieniających barwę, świeżych żołędzi ukazujących się na dębach, dojrzewających kasztanów, czy zimnych wieczorów i poranków oraz znikających w mgnieniu oka, krótkich dni.

Cykliczność, sezonowość i przemijający czas cudownie obserwuje się na lokalnych bazarkach i rynkach. Teraz to już tylko wspomnienie, bo kulinarna przygoda na w Dolinie Bobru dobiegła końca, ale jeżdżąc co tydzień na targ odbywający się na jeleniogórskim Zabobrzu można było obserwować ten szalenie ciekawy z perspektywy bzika kulinarnego proces. Kiedy to truskawki zaczęły ustępować miejsca śliwkom i malionm, groszek znikał na rzecz brukselki, jabłka zaczęły być coraz bardziej różnorodne, dorodne i przy tym wszystkim tańsze, a honorowe miejsce na straganach zarezerwowane zostało najpierw dla cukinii, kabaczków, a następnie dla różnorodnych dyń i patisonów. Dla mnie to jest kwintesencją jesieni.

Dlatego też wychodzę do Was z propozycją ciasta, które teraz smakuje najlepiej.  Kiedy po zimnych sernikach, tofurnikach, owocowych koktajlach, sorbetach i tym podobnym smakołykom zarezerwowanych dla sezonu letniego chcemy delektować się czymś bardziej stonowanym, zrównoważonym w wyrazie i smaku, może nawet z delikatną nutą korzenną na rozgrzewkę. Ale bez przesady, w końcu do jesieni totalnej jeszcze trochę brakuje.

Gdybym miała podać idealny deser do kawy na wrześniowe popołudnia wskazałabym właśnie to ciasto sypane z jabłkami w roli głównej. Połączenie świeżo zerwanych, utartych jabłek, marchewki i cynamonu zamkniętych w przepysznym cieście z mąki pełnoziarnistej i kaszy manny jest wspaniałym zaproszeniem na jesienne podwieczorki.

Ostatnimi czasy, ciasto sypane z jabłkami lubiłam piec dla moich gości z OchAch’a i WCS, nawet z wiąże się z tym króciutka anegdotka, która zapadła mi w pamięci. Rozmowy z gośćmi, na tematy kulinarne, lub wszelakie to kolejny inspirujący aspekt mojej pracy.

– Pani Marcelino. – zaczęła śmiertelnie poważnie Pani… nazwijmy ją Ania. . Przyznam, że serce zaczęło bić mi szybciej, czekałam na rozwój sytuacji. – Czemu Pani musi zawsze robić wszystkie potrawy,nawet klasyczne, inaczej? Wszystkie propozycje, które u Was jem są wymyślne i nietypowe. Pasztet bez mięsa, ciasto bez jajek, sosy bez śmietany, zupy niezabielane… Powtórzę się, ale wszystkie smaki są inne niż znam i lubię no. – Zakończyła Pani Ania jeszcze poważniej, dodatkowo z nutą frustracji w głosie. Byłam przekonana, że zupełnie zawiodła się na mojej „inności. Po czym ciągnęła dalej. – Myślałam, że lubię, ale po tej kuchni nie wiem czy już tak mocno lubię. Ja nie wiem jak Pani to robi, że nawet szarlotkę zrobi Pani na odwrót?! Żeby jabłka włożyć do środka, zero masła, zero jajek. Ja nie wiem… Mogę zapisać się do Pani na kurs? Bo ja też tak chcę. Może chociaż z przyprawiania?

W tym momencie pojawił się uśmiech na jej twarzy, dopiero w Jej oczach zauważyłam zadowolenie. Zrobiła mnie w bambuko i to cwanie, fajnie, najfajniej jak można. W 3 sekundy schudłam chyba z 10 kg, zeszło ze mnie powietrze, a w miejsce nadprogramowej adrenaliny wskoczyła serotonina. Wow, takie słowa potrafią uskrzydlić. Życzę wszystkim, aby czuli się docenieni, podbudowani i zmotywowani tak, jak ja w tamtym, oraz wielu innych radomickich momentach.

Tymczasem zachęcam do wypróbowania przepisu na ciasto sypane z jabłkami, lub „szarlotkę” na odwrót – jak zwał tak zwał. Najważniejsze, że wegańsko, aromatycznie no i oczywiście łatwo… 🙂

Subtelnie zapraszam na jesień.

Składniki na okrągłą tortownicę

1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej

1 szklanka kaszy manny

1/2 szklanki cukru brązowego / ksylitolu / cukru kokosowego

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 kostki masła/ margaryny wegańskiej (bez oleju palmowego, proszę) / kilka łyżek oleju kokosowego

1 kg jabłek

4 marchewki

cynamon

gałka muszkatołowa

Wykonanie

Składniki suche łączymy  w misce. Jabłka i marchew myjemy, obieramy i trzemy na tarce (grube oczka), po czym łączymy je mieszając. Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia.

Tortownicę wykładamy, a właściwie obsypujemy warstwowo (najczęściej wychodzą3cwarstwy suchego i 2 warstwy mokrego) w następującej kolejności:

  • 1/3 suchego (mąka+kasza+cukier+proszek)
    • całe dno tortownicy musi być przykryte, więc może być nieco więcej niż 1/3
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 mokrego (jabłka+marchew)
  • 2 łyżeczki cynamonu i 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • kilka plastrów masła / łyżek oleju kokosowego /
    • tak aby przykryć około 2/3 powierzchni ciasta
  • 1/3 suchego
  • 1/2 mokrego
  • 1 łyżeczka cynamonu i 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/3 suchego (to co pozostanie)
  • kilka plastrów masła
    • tak aby przykryć około 2/3 powierzchni ciasta
  • 1 łyżeczka cynamonu

Pieczemy przez 45-50 minut w 180°C.

łatwe i szybkie owsiane babeczki

Owsiane babeczki bez mąki pszennej, bez jajek, bez masła – powoli zaczynam czuć się w temacie swobodnie i rozumieć sens tego kierunku, którym coraz chętniej zmierzam z wielu względów.

Pamiętam kiedy jeszcze sama zadawałam sobie pytanie „ale po co kombinować i piec w ten sposób?”. Zupełnie nie pojmowałam w jakim celu powstają tego typu „przekombinowane” przepisy. Później poznałam pojęcie weganizmu, celiakii, alergii, nietolerancji, chorób autoimmunologicznych, a przygotowując posiłki dla wielu różnych osób odwiedzających OchAch i WCS zobaczyłam jak powszechne jest zjawisko wykluczania pewnych produktów z diety (i wcale nie z wyboru, lecz z konieczności dyktowanej zdrowiem). Zjawisko, bo nie chcę używać słowa problemem i z góry napiętnować, czy oceniać, gdyż mając odpowiednie narzędzia w postaci sprawdzonych przepisów oraz chęć i trochę determinacji okazuje się, że coś, co kiedyś rzeczywiście byłoby przeszkodą, na dzień dzisiejszy jest dla mnie zupełnie do zrobienia – i to całkiem sprawnie i szybko.

Być może ten prosty przepis okaże się przydatny w sytuacji, kiedy będziecie chcieli wykonać miły gest i wywołać uśmiech na twarzy osoby, która z różnych powodów wykluczająca jaja, nabiał, czy pszenicę w swojej diecie niekoniecznie dobrowolnie. Z autopsji powiem, że mi się udało,uczucie jest niezwykle budujące dla obu stron :). Zachęcam i polecam!

Składniki na 12 babeczek

3 dojrzałe banany

10 łyżek mąki owsianej = zmielonych płatków owsianych

3 łyżki mąki ziemniaczanej

4 łyżki oleju

2 łyżeczki kurkumy

1 łyżeczka gałki muszkatołowej

1 łyżeczka soli

1/2 łyżeczki pieprzu

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Wykonanie

Banany blendujemy z olejem na gładką masę. Do mokrych składników dodajemy przyprawy i resztę składników sypkich. Całość mieszamy do uzyskania gęstej, jednolitej konsystencji. Gotowe ciasto nakładamy łyżką do papilotek  do ok. 3/4 wysokości – najlepiej zaopatrzyć się w silikonowe papilotki, od których upieczone babeczki bardzo łatwo odchodzą. Pieczemy przez 30 minut w 180°C, lub do suchego patyczka. Gotowe!

kaszaczek, czyli borówkowe ciasto z kaszy mannej

Niektórzy krzywią się na ich widok i pukają w głowę, inni przyklaskują i totalnie wchodzą w ten biznes. Niezależnie w której grupie osób się znajdujesz jedno jest pewne – boom na ciasta, które niewiele wspólnego mają z tradycyjnym serniczkiem, jabłecznikiem, karpatką, czy murzynkiem rozkręcił się na dobre. Najlepiej, żeby było bez mąki pszennej, bez glutenu, bez mleka, bez śmietany, bez jaj, bez cukru, wegańskie, ale zarazem było fit, pożywne, odżywcze, ładnie wyglądało, miało ciekawą konsystencję i smak, było słodkie i fotogeniczne.

Ludzie?! Serioooo? Tak serio.

Jesteśmy świadkami wysypu kawiarni oferujących w swojej karcie takie cuda, wynalazków czasem lepszych, czasem gorszych, warsztatów z pieczenia „inaczej” (sama w takich brałam udział i było świetnie), pojawiających się na fejsie reklam osób sprzedających wegańskie torty, czy inne smakołyki na urodziny, święta, imprezy firmowe, imieniny cioci Halinki, czy komunię Krzysia – tofurniki, nerkowniki, jagielniki, pierd*lniki aż prosi się, żeby spuentować. Wariactwo totalne, ale ogólnie rzecz ujmując jest to na prawdę smaczne, ciekawe wariactwo, które może sprawić niezłą frajdę, pobudzić wyobraźnię a na końcu przynieść satysfakcję z przygotowania czegoś nietuzinkowego, czegoś, co może zaskoczyć domowników, czy naszych gości. Czemu by nie spróbować? 🙂

Dzisiaj, a w zasadzie dwa tygodnie temu przygotowałam to ciasto zupełnie na spontanie (wierzcie lub nie, ale na prawdę robiłam je w jakimś amoku twórczym, czy coś w tym stylu). Pojawił się  w głowie pomysł – stara, zapomniana, gdzieś skrywająca się w cieniu kaszy jaglanej i komosy ryżowej kasza manna. Ciach i dalej poszło już samo. Nie miałam żadnych obaw, czy super planów w postaci posta na bloga związanego z jego powstaniem, po prostu uda się, albo nie, zobaczymy co dalej, chrzanić konsekwencje, życie na krawędzi itp. Czujecie to. No i się udało, do tego stopnia, że powstał wpis. Chociaż moja mama, która nie lubi kaszy mannej była do niego nastawiona raczej obojętnie, także o gustach i smakach już nie dyskutujemy.

A teraz parę słów w ramach promocji ciasta – tanie w porównaniu do innych „zdrowych” ciast i nie tylko zdrowych, wegańskie, bez dodatku cukru, fit, łatwe, szybkie, smaczne, nierozwalające się – można jeść jak kanapkę, ładne. A co do kaszy mannej to może nie jest ona bezglutenowa (także nie dla wszystkich), ale zawiera dużo błonnika, białka, witamin (B, E), potasu, żelaza, magnezu, a nawet jodu. Jest lekkostrawna, a przy tym sycąca! Viva la kasza manna, a zatem do garów! 🙂

ciasto z kaszy mannej

Składniki na okrągłą blachę o średnicy 24 cm:

Spód

1 szklanka daktyli namoczonych w ciepłej wodzie

3 łyżki siemienia lnianego

3 łyżki mąki kokosowej

3 łyżki wiórek kokosowych

3 łyżki mąki ryżowej

woda

Masa białaciasto z kaszy mannej

1 szklanka kaszy mannej

1 mleczko kokosowe

1 szklanka cukru (ja dałam pół, ale mówili, że za mało słodkie :D)

kilka kropel esencji waniliowej (ewentualnie olejku waniliowego)

Masa fioletowa

Tak samo jak w masie białej, oprócz esencji waniliowej

1 szklanka borówek

+ borówki do ozdoby

Przygotowanie:

Spód

Piekarnik nagrzewamy do 180°C. Daktyle namaczamy w ciepłej wodzie, suche składniki wsypujemy do miski, po czym dodajemy dobrze rozmiękczone daktyle wraz z wodą i zagniatamy ciasto do uzyskania gliniastej konsystencji. Podczas zagniatania, gdy ciasto jest zbyt suche i nie chce się połączy możemy co jakiś czas podlewać je odrobiną wody. Następnie wyklejamy nim dno blaszki. Podpiekamy je przez około 10-15 minut i zostawiamy do przestygnięcia.

Masa (obie przygotowujemy niemal tak samo)

ciasto z kaszy mannej

Do rondelka wlewamy puszkę mleczka kokosowego, dolewamy jeszcze około pół szklanki wody, ksylitolu i zagotowujemy na małym gazie. Do przygotowania białej masy dodajemy w tym czasie esencję waniliową, a do fioletowej – borówki. Następnie (cały czas mieszając!) wsypujemy powoli kaszę manną, którą jeszcze przez chwilę gotujemy do zgęstnienia. Nie zapomnijcie o mieszaniu, bo inaczej zrobią się grudki. Tak powstałą masę (najpierw przygotowujemy białą) wylewamy na spód i wygładzamy najlepiej za pomocą szpatułki. Następnie w identyczny sposób przygotowujemy masę fioletową. Na końcu dekorujemy borówkami, liśćmi mięty i czym dusza zapragnie, odstawiamy do przestygnięcia i wkładamy na kilka godzin do lodówki, po tym czasie można jeść :).

Łatwe? Pewnie że łatwe. Smacznego!

deserowe ciasteczka owsiane

Chyba zrobiłam ciastka, które są spełnieniem marzeń wszystkich bezglutenowców, bezlaktozowców, bezcukrowców, bezjajowców i tym podobnych – wiecie o co chodzi.  Jestem przekonana, że typowi zjadacze chleba, glutenu, słodyczy, czy kiełbaski również nie będą zawiedzeni. Te ciasteczka zadowolą po prostu każdego (jakkolwiek by to nie brzmiało). I jakby tego było mało to osiągnięcie takiego efektu wcale nie kosztowało mnie ogromnych nakładów pracy ani czasu, bo z nim ostatnio jest ciężko. Poniższy przepis podobnie jak reszta jest po prostu ekspresowy i prosty jak obsługa cepa, a przy tym zwyczajnie smaczny i na pewno zdrowszy niż ciacha z mark etu.

Może nie jest to jakieś odkrycie, banan i masło orzechowe – wielkie mi halo, ale są pyszne i można nimi nie tylko zaspokoić głód na słodkie, ale też nieźle podjeść, gdy nie bardzo mamy możliwości na spożycie konkretnego posiłku, na przykład w podróży. Serio, sprawdziłam to będąc ostatnio na majówkowym wypadzie w górach. Przekąska idealnie sprawdziła się na dzikim szlaku, gdzie o budzie z zapieksą, czy innym hot – dogiem można zapomnieć, a no i gdy nie bardzo chcemy stołować się w tego typu „lokalach”, czy wpierniczać snikersy. Jedno takie ciasteczko, no może dwa i strzał energetyczny zagwarantowany :).

Polecam, sprawdziłam – Jerzy Zięba.

Eee Marcelina Wilczak raczej, sorki.

 

Składniki na około 10 ciastek :

1,5 szklanki płatków owsianych

2 duże banany

1 tabliczka gorzkiej czekolady (zawartość kakao min. 70%)

5-6 łyżek masła orzechowego

1 szklanka mleka roślinnego / wody

opcjonalnie dodatkowa słodkość 😛 – ksylitol, erytrol, syrop z agawy etc. (tylko dla wybitnych słodziaków)

Piekarnik nagrzewamy do około 160 – 170 C. Ważne jest aby nie była to zbyt wysoka temperatura, ponieważ ciacha się szybko zjarają. Musicie kontrolować sytuację na bieżąco ;). Płatki owsiane wsypujemy do miski i zalewamy gorącą wodą lub mlekiem (ok. 1 szklanki) w celu ich rozmiękczenia. Następnie dodajemy pokrojone banany i rozgniatamy tak oba składniki widelcem do powstania papki – mniej lub bardziej jednorodnej, jest to bez znaczenia. Kolejnym krokiem jest posiekanie na drobne kawałki czekolady, którą dorzucamy do masy ciasteczkowej oraz dodatek masła orzechowego. Słodziaki oczywiście dodają jeszcze dodatkową słodkość jeśli trzeba, w końcu ma smakować, a ja nie lubię się męczyć podczas jedzenia :P. Zawartość miski dokładnie mieszamy. Generalnie konsystencja powinna być gęstsza od masy na placki ziemniaczane – dość zwarta i nierozlewająca się po blasze podczas formowania. Blachę wykładamy papierem do pieczenia, na którą wykładamy łyżką masę i formujemy okrągłe ciasteczka. Ciacha pieczemy około 15 minut. Będzie pysznie, obiecuję. 🙂

 

Malinowa tarta z kremem czekoladowo jaglanym

 Jestem łasuchem, kompletnym Kubusiem Puchatkiem. Dlatego nie wyobrażam sobie, gdyby pierwszym wpisem (szooook, pierwszy wpis, mam tremę!) byłoby coś innego niż słodyczek :). Słodyczek, a właściwie ciasto dość alternatywne i budzące pewną konsternację, ale główna degustatorka (czyt. królik doświadczalny) moich roślinnych wariactw i nadworny „masterczef” – MAMA dała zielone światło tej oto malinowej tarcie, na totalnie nietypowym kruchym spodzie z przepysznym jaglanym kremem – zero jajek, zero masła, zero białego cukru i do tego bez pieczenia – szok co? Oby Was to nie zniechęciło, o nie, wręcz przeciwnie zachęcam wszystkich do kombinowania ze zdrowymi deserami czyniąc je bardziej odżywczymi. Niech ta tarta będzie jedną z inspiracji, których tutaj nie zabraknie, obiecuję. Zjadłam pół blaszki sama i nawet nie miałam wyrzutów sumienia – czy powinnam?

Składniki (na blachę o średnicy 30 cm)

kruche ciasto  

1 szklanka mąki jaglanej

¾ szklanki mielonych migdałów

¾ szklanki mąki kokosowej

2 duże łyżki kakao

2 banany

100g daktyli

krem

1 tabliczka gorzkiej czekolady (minimum 70% kakao)

80g daktyli

1 szklanka kaszy jaglanej

2-3 łyżki ksylitolu

1/3 szklanki mleka roślinnego

3 łyżki skrobi ziemniaczanej

1 śmietanfix (skrobia+glukoza, można pominąć)

Parę szczypt chili (w zależności od tego jak bardzo jesteście wrażliwi na ostry smak)

1 słoiczek dżemu malinowego (użyłam domowego dżemu z mojego przepisu)

Maliny do dekoracji

Liście świeżej mięty (opcjonalnie)

Wykonanie

Kruche ciasto

Daktyle zalać gorącą wodą i pozostawić do zmięknięcia (zarówno te na ciasto jak i na krem).

Do dużej miski wsypujemy migdały, mąkę kokosową, mąkę jaglaną oraz kakao. Zawartość miski mieszamy dokładnie, tak aby całość przybrała czekoladowy kolor kakao.

Kiedy daktyle zmiękną, blendujemy je na gładką masę wraz z obranymi i pokrojonymi bananami, następnie łączymy z suchą zawartością miski.

Ugniatamy nasze ciasto do uzyskania gliniastej konsystencji (jeśli masa jest zbyt sucha można dodać więcej bananów, lub ostrożnie dolać niewielką ilość wody, czy mleka roślinnego).

Formę do tarty o średnicy 30 cm wylepiamy ciastem zaczynając od boków, a następnie dno.

Możecie spróbować podpiec ciasto przez parę minut w 180°C jeśli macie wątpliwości co do tego, czy będzie ono zwięzłe, ale wtedy może ono stwardnieć na tyle, że ciężko będzie się kroić (ale łatwiej jeść, jak pizzę :P). Eksperymentujcie i nie bójcie się ryzyka!

Krem

Na małym gazie, pod przykryciem gotujemy kaszę jaglaną  w proporcji 1:2 na wodzie, lub mleku roślinnym przez około 15-20 minut (polecam delikatnie rozgotować kaszę, tak by krem łatwiej się blendował, dzięki temu unikniemy niechcianych grudek). Następnie pozostawiamy do ostygnięcia.

Rozgotowaną kaszę i daktyle blendujemy na bardzo gładką masę.

W rondelku, na małym gazie, podgrzewamy 1/3 szklanki mleka roślinnego, rozpuszczamy w nim 2 łyżki ksylitolu oraz drobno połamaną czekoladę cały czas mieszając aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Pozostawiamy  do przestygnięcia.

Zblendowaną kaszę z daktylami łączymy z roztopioną masą czekoladową, następnie miksujemy dodając w trakcie śmietanfix oraz skrobię ziemniaczaną. Nasz krem jest już gotowy.

Spód tarty hojnie smarujemy dżemem malinowym, wylewamy krem, posypujemy chili, a na koniec dekorujemy malinami i (opcjonalnie) liśćmi świeżej mięty. Wkładamy do lodówki.

Teraz tylko musimy przez dłuższą chwilę uzbroić się w cierpliwość, aby dać szansę kremowi porządnie się ściąć pod wpływem niskiej temperatury (łatwiej będzie się wtedy kroić).

Tartę przechowujemy w lodówce. Najlepiej będzie jeśli zjecie ją w przeciągu dwóch, maksymalnie trzech dni, ale jestem przekonana, że z tym nie będzie najmniejszego problemu.

Dobrej zabawy i smacznego!

P.S. Nie zapomnijcie oblizać łyżki i miski po kremie!