Follow Us

Copyright 2017 | Softset

piernikowy mus z aquafaby

Aquafaba to nic innego jak woda pozostająca po odlaniu gotowanej ciecierzycy lub białej fasoli. Do niedawna niby nic, kolejny odpad wylewany do zlewu, ale czy na pewno? Aquafabę odkrył Joël Roessel, francuski kucharz, który szukał alternatyw dla jajek. Produkt ten bardzo szybko przyjął się w blogosferze otwierając wegańskim entuzjastom drzwi do wegańskich majonezów, lodów, czy właśnie musów. Aquafaba stała się na tyle istotna, że w 2015 roku pewien Nowojorski producent wprowadził na rynek wegański majonez z aquafaby, który wygenerował przychód o wartości 8,5 miliona dolarów. Woda z ciecierzycy była pozyskiwana z wytwórni hummusu, gdzie stanowiła ona produkt uboczny, co znacznie obniżyło koszty produkcji. Przykład ten uświadamia, że to, co dla jednych stanowi odpad, dla innych może być podstawą do wytworzenia nowego (i dochodowego) dobra.

Ten przykład w świetle ówczesnych globalnych problemów z nadprodukcją i generowaniem monstrualnych ilości odpadów może sugerować, że czasami, albo nawet częściej, warto zastanowić się, czy to, co z lekkością i bezmyślnością wrzucamy do śmietnika, na prawdę powinno się tam znaleźć. Aquafaba to tylko ciekawostka w obliczu realnych „śmieciowych” problemów, ale może stanowić ona fajny symbol, wykorzystywania czegoś, co na pierwszy rzut oka wydaje się bezużyteczne. Szczerze, po jej odkryciu moje życie kulinarne nie zmieniło się w żadnym stopniu, ani na gorsze, ani na lepsze. Traktuję ją jako kulinarną nowinkę, surowiec, z którym można poeksperymentować w wolnej chwili i raz coś wyjdzie, a raz nie. Jest ona stosunkowo nowym odkryciem na kulinarnej arenie, co nie znaczy, że należy ją bagatelizować.

Obserwując wrzawę internetową jaka wybucha raz na jakiś czas na wegańskich forach wzbudza ona emocje i to skrajne. Wiele osób próbowało zrobić z niej majonezy, musy, czy bezy i o ile z dwoma pierwszymi pozycjami problemów i niepowodzeń jest stosunkowo niewiele, beza wciąż stanowi wielkie wyzwanie, którego nie chcę się podejmować, bo i nie czuję takiej potrzeby. Może inaczej podchodzą do tego konserwatyści, weganie, którzy tęsknią za jajecznymi akcentami i próbują wszelkich sposobów w celu odnalezienia jajeczno-wegańskiego spokoju ducha i satysfakcji podniebienia. Nie mniej jednak uważam, że każde ciekawskie jajo (hehe) powinno chociaż raz zmierzyć się z aquafabą, ot tak bez wielkiej filozofii, dla kuchennej zabawy. Może właśnie w postaci eksperymentalnego musu, który okazał się godny tego, aby zawitać na tegorocznej Wigilijnej kolacji jako alternatywny deser. Zachęcam do zabawy 🙂 .

Składniki 3 pucharki

Aquafaba (woda) z 400g słoika ciecierzycy

1 gorzka czekolada

2 łyżki masła/oleju kokosowego

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka kardamonu

szczypta gałki muszkatołowej

sól

opcjonalnie 2 łyżki cukru / ksylitolu / miodu

2 łyżki skrobi ziemniaczanej

powidła śliwkowe

ulubione orzechy

 

Wykonanie

  1. W małym rondelku roztapiamy masło / olej kokosowy wraz z gorzką czekoladą i ewentualnie dosładzamy cukrem / miodem / ksylitolem.
  2. Roztopioną czekoladę schładzamy do temperatury pokojowej, mieszając co chwilę aby nie stężała za mocno.
  3. Do miski wlewamy wodę z ciecierzycy, solimy i miksujemy na wysokich obrotach do uzyskania konsystencji piany z białka kurzego, w międzyczasie dosypujemy porcjami mąkę ziemniaczaną i korzenne przyprawy.
  4. Do ubitej aquafaby małymi porcjami dodajemy lejącą czekoladę wciąż miksując.
  5. Na dnie pucharków układamy powidła śliwkowe, orzechy, a na samej górze ubity mus. Jeśli macie rękaw cukierniczy można go użyć do bardziej estetycznego nałożenia musu. Dekorujemy ulubionymi bakaliami, migdałami, orzechami.
  6. Wkładamy do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc.
deserowe ciasteczka owsiane

Chyba zrobiłam ciastka, które są spełnieniem marzeń wszystkich bezglutenowców, bezlaktozowców, bezcukrowców, bezjajowców i tym podobnych – wiecie o co chodzi.  Jestem przekonana, że typowi zjadacze chleba, glutenu, słodyczy, czy kiełbaski również nie będą zawiedzeni. Te ciasteczka zadowolą po prostu każdego (jakkolwiek by to nie brzmiało). I jakby tego było mało to osiągnięcie takiego efektu wcale nie kosztowało mnie ogromnych nakładów pracy ani czasu, bo z nim ostatnio jest ciężko. Poniższy przepis podobnie jak reszta jest po prostu ekspresowy i prosty jak obsługa cepa, a przy tym zwyczajnie smaczny i na pewno zdrowszy niż ciacha z mark etu.

Może nie jest to jakieś odkrycie, banan i masło orzechowe – wielkie mi halo, ale są pyszne i można nimi nie tylko zaspokoić głód na słodkie, ale też nieźle podjeść, gdy nie bardzo mamy możliwości na spożycie konkretnego posiłku, na przykład w podróży. Serio, sprawdziłam to będąc ostatnio na majówkowym wypadzie w górach. Przekąska idealnie sprawdziła się na dzikim szlaku, gdzie o budzie z zapieksą, czy innym hot – dogiem można zapomnieć, a no i gdy nie bardzo chcemy stołować się w tego typu „lokalach”, czy wpierniczać snikersy. Jedno takie ciasteczko, no może dwa i strzał energetyczny zagwarantowany :).

Polecam, sprawdziłam – Jerzy Zięba.

Eee Marcelina Wilczak raczej, sorki.

 

Składniki na około 10 ciastek :

1,5 szklanki płatków owsianych

2 duże banany

1 tabliczka gorzkiej czekolady (zawartość kakao min. 70%)

5-6 łyżek masła orzechowego

1 szklanka mleka roślinnego / wody

opcjonalnie dodatkowa słodkość 😛 – ksylitol, erytrol, syrop z agawy etc. (tylko dla wybitnych słodziaków)

Piekarnik nagrzewamy do około 160 – 170 C. Ważne jest aby nie była to zbyt wysoka temperatura, ponieważ ciacha się szybko zjarają. Musicie kontrolować sytuację na bieżąco ;). Płatki owsiane wsypujemy do miski i zalewamy gorącą wodą lub mlekiem (ok. 1 szklanki) w celu ich rozmiękczenia. Następnie dodajemy pokrojone banany i rozgniatamy tak oba składniki widelcem do powstania papki – mniej lub bardziej jednorodnej, jest to bez znaczenia. Kolejnym krokiem jest posiekanie na drobne kawałki czekolady, którą dorzucamy do masy ciasteczkowej oraz dodatek masła orzechowego. Słodziaki oczywiście dodają jeszcze dodatkową słodkość jeśli trzeba, w końcu ma smakować, a ja nie lubię się męczyć podczas jedzenia :P. Zawartość miski dokładnie mieszamy. Generalnie konsystencja powinna być gęstsza od masy na placki ziemniaczane – dość zwarta i nierozlewająca się po blasze podczas formowania. Blachę wykładamy papierem do pieczenia, na którą wykładamy łyżką masę i formujemy okrągłe ciasteczka. Ciacha pieczemy około 15 minut. Będzie pysznie, obiecuję. 🙂

 

Słodko-słony fistaszkowiec z masłem orzechowym

Pierwowzorem i inspiracją do powstania tego ciasta był Snickers z przepisu Oli Raduły (Ola Organic), który poznałam podczas warsztatów z pieczenia wegańskich ciast (klik) . Jak widać nauka nie idzie w las, oczywiście nie chwaląc się (hehe), wykombinowałam coś na prawdę pysznego, zdrowego i pożywnego. To ciasto jest bombą kaloryczną, jednak są to kalorie w pełni wartościowe, a nie puste tak jak w przypadku konwencjonalnych ciast. Na dowód czego po zjedzeniu jednego kawałka poczujesz się po prostu najedzony, a chęć na słodkie mija, a nie się wzmaga. Kiedy zaserwowałam to ciasto w niedzielę w ramach poobiedniego deseru do kawy wszyscy zjedli tylko po małym kawałku ponieważ było ono tak sycące. Następnego dnia zastąpiło ono moje drugie śniadanie, szaleństwo co? Ciasto na drugie śniadanie, kto to słyszał. A jednak dzięki bogatemu spodowi, treściwej masie z kaszy jaglanej i mleka kokosowego oraz masłu orzechowemu jeden mały kawałek może dodać kopa na długi czas. Co jest niezwykle istotne podczas mroźnych grudniowych dni aby nasze brzuchy miały dobrej jakości paliwo do wytworzenia energii i ciepełka 🙂 . Musicie koniecznie go spróbować. Dodając korzenne przyprawy nadacie mu akcentu zimowego, świątecznego. Dodatkowo zachęcam Was do kupienia paczki niesolonych orzeszków ziemnych i samemu wykonać 100% masło orzechowe, które jest banalnie proste i szybie, jednak wymaga dostępu do blendera lub młynka kawowego o dużej mocy, jak większość moich przepisów. Dzięki temu unikniecie spożywania zupełnie niepotrzebnych dodatków do żywności w postaci oleju palmowego, syropu glukozowego czy cukru, które kryją się w dostępnych na półkach sklepowych tańszych masłach orzechowych o słabej jakości, często mają one mniej niż 70% orzeszków. Zawsze czytajcie składy, resztę wskazówek znajdziecie poniżej w przepisie. Do dzieła!

Popołudniowa kawa z kawałkiem ciasta nigdy wcześniej nie była tak smakowita… 🙂

fistaszkowiec z masłem orzechowym

Składniki na blaszkę 30×25 cm

Spód:

  • 3 łyżki mąki ryżowej
  • 3 łyżki mąki kokosowej
  • 2 łyżki siemienia lnianego mielonego
  • 1 łyżka ziaren siemienia lnianego
  • 4 łyżki fistaszków (orzeszków ziemnych)
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • około 150-200 ml wody

Krem jaglany:

  • 200 g / 2 torebki kaszy jaglanej
  • 400 ml puszka mleczka kokosowego (stała, gęsta część)
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 4 łyżki ksylitolu
  • kilka szczypt gałki muszkatołowej
  • 1 łyżka skrobi ziemniaczanej

Warstwa masła orzechowego (składniki na domowe masło orzechowe):

  • 1 szklanka fistaszków
  • 1 łyżka oleju rzepakowego
  • parę szczypt soli himalajskiej
  • gałka muszkatołowa
  • imbir mielony

Polewa:

  • 1 czekolada (wedle uznania mleczna lub gorzka)
  • 3-4 łyżki masła orzechowego (najlepiej domowe)
  • parę szczypt soli himalajskiej do posypania

Wykonanie

Spód

Piekarnik rozgrzewamy do 180°C. Wszystkie sypkie produkty wkładamy do miski, dodajemy olej kokosowy i wodę. Następnie dokładnie mieszamy, jeśli masa jest zbyt sucha wlewamy więcej wody i blendujemy na gładką masę, która powinna być gliniasta i zwarta, aczkolwiek lekko wilgotna. Ciastem wyklejamy dno blaszki, ugniatamy, tak by tworzyło jednolitą warstwę. Pieczemy prze około 10-15 minut, do momentu, aż spód będzie zwarty, lekko zarumieniony, ale niezupełnie twardy. Odstawiamy do wystygnięcia. W międzyczasie oczywiście przygotowujemy resztę części ciasta.

Krem jaglany

Kaszę jaglaną gotujemy na mleku roślinnym lub wodzie, radzę lekko ją rozgotować, wtedy zblenduje się na gładszy krem. Następnie dodajemy do niej gęstą część mleczka kokosowego, łyżkę oleju kokosowego, ksylitol lub inne ulubione słodziwo, gałkę muszkatołową oraz łyżkę skrobi (dzięki niej krem będzie zwarty). Wszystko blendujemy, radzę uzbroić się w cierpliwość i dość długo miksować składniki, aby masa była jednolita i bardzo kremowa, wtedy będzie na prawdę pyszna.

Masło orzechowe

Jeśli nie macie odpowiednio silnego blendera lub młynka do kawy możecie użyć gotowego masła orzechowego ze słoika, jednak pamiętajcie by wybierać produkty, które w składzie zawierają same orzeszki, ewentualnie olej (ale nie palmowy!) i sól. Niestety na rynku większość maseł orzechowych pozostawia wiele do życzenia i są napakowane wieloma zbędnymi substancjami dlatego ja zawsze mam w szafce paczkę niesolonych fistaszków, z których blenduję domowe masełko. Nic prostszego, wystarczy tylko zmielić orzeszki z dodatkiem łyżki oleju rzepakowego w blenderze kielichowym, młynku do kawy, lub zwykłym blenderem ręcznym. W zależności od mocy blendera należy blendować około 5-10 minut do uzyskania konsystencji masła. Zachęcam Was wszystkich do robienia domowego produktu, jest o niebo lepszy niż ten kupny.

Polewa

W kąpieli wodnej z odrobiną mleka roślinnego lub wody rozpuszczamy czekoladę, którą na końcu polewamy ciasto. Dokładamy parę łyżek masła orzechowego, aby stworzyć mozaiki i ciekawy wygląd ciacha.

 

Ostygnięty spód smarujemy warstwą masła orzechowego, posypujemy całość paroma szczyptami gałki muszkatołowej i imbiru, które podrasują naszego fistaszkowca. Następnie wylewamy krem jaglany, a na samym końcu polewamy płynną czekoladą i dodatkowym masłem orzechowym, na wierz sypiemy orzeszki do ozdoby i posypujemy szczyptą soli himalajskiej. Teraz czas na leżakowanie, niestety ciacho musi przespać się parę godzin w lodówce, aby było idealnej konsystencji i łatwe do krojenia. Jak ja dałam radę wytrzymać to Wy też. 😉

Gotowe! Wiecie co? To wcale nie jest takie ciężkie jak się wydaje! No i ten smak… Bajka.

fistaszkowiec z masłem orzechowym

Chlebek bananowy, który wcale nie jest chlebem

Nie jest chlebem, bo jest ciastem – taki myk ze strony kumpli amerykanów. „Banana bread” ma swoje korzenie właśnie w Stanach. Nawet dorobił się tam „Narodowego Dnia Chleba Bananowego”, który wypada 23 lutego. Jednak dzisiaj mamy Międzynarodowy Dzień Chleba, a jako, że ja z natury jestem przewrotna to sprzedaję Wam przepis na chleb, który nim nie jest. Od razu mówię, że jak zrobicie to ciacho raz, na jednym się nie skończy. Jest przepyszne, słodziutkie, wilgotne, bardzo łatwe i szybkie w wykonaniu, nawet wielu garów nie pobrudzicie.

Kiedy pierwszy raz podstawiłam je pod nos największemu koneserowi ciast i słodyczy jakiego zam, a mianowicie mojemu chłopakowi, byłam pełna sprzecznych emocji. Pierwsze wrażenie przed spróbowaniem przewidziałam i było mniej więcej takie – „O, babka. Fajne, ale nie mam ochoty na słodkie jakoś.” – Taaa jasne, ty nie masz ochoty… No ale spróbował i oczy mu się zaświeciły, powaga. – „Ha, mamy to.” – pomyślałam patrząc na pałaszującego Damiana, który z pełną buzią powiedział tylko – „Dobre.” – no w sumie bardziej – „Dobłe.” – ciasto zniknęło w przeciągu chwili – „Dasz mi kawałek na wynos do pracy?” – No jasne, że dam, nawet dwa, ewentualnie siedem! 

Chlebek bananowy

Składniki (na małą keksówkę o wymiarach 20 x 10 cm)

1 szklanka mąki pszennejchlebek bananowy

1/2 szklanki mąki kukurydzianej

1 szklanka dowolnych otrąb i siemienia lnianego

1 łyżeczka sody oczyszczonej

2 jajka

4 dojrzałe banany (zostawcie pół banana do dekoracji)

10-15 daktyli (około 150g)

2 łyżki oleju kokosowego

100g posiekanej gorzkiej czekolady (minimum 75% kakao)

szczypta soli

łyżeczka cynamonu

Przygotowanie

Piekarnik nagrzewamy do 180°C. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Suche składniki – tj. mąkę, otręby, sól, sodę i cynamon mieszamy w misce. W drugiej misce daktyle zalewamy gorącą wodą i pozostawiamy do zmięknięcia. Banany kroimy w plasterki, czekoladę dosyć drobno siekamy (jeżeli na końcu chcecie polać ciacho płynną czekoladą, polecam zostawić niewielką jej część i rozpuścić w kąpieli wodnej, lub po prostu użyć do tego drugą tabliczkę czekolady, jeśli lubicie duuuużo polewy :)). Gdy daktyle już zmiękną, odlewamy z nich wodę (nie wylewajcie jej do zlewu, możecie później posłodzić nią koktajl), dodajemy banany, jajka, olej kokosowy i blendujemy na gładką masę. Teraz „mokre” łączymy z „suchym”, dorzucamy czekoladę, mieszamy jeszcze przez chwilę aby składniki dobrze połączyły się w jedną całość. Na koniec wylewamy całość do keksówki – pomocna tu będzie silikonowa szpatułka, którą dokładnie wybierzemy z miski całą masę, bo przecież nie lubimy marnowania :). Dekorujemy siemieniem lnianym i plastrami banana. Pieczemy przez około 50 – 60 minut w 180°C. Wyjmujemy, studzimy, polewamy roztopioną wcześniej w kąpieli wodnej czekoladą. Chlebek bananowy gotowy! I jest rym!

Zrobicie? 🙂

chlebek bananowy