Znacie tą presję i wyścig z czasem, kiedy to więdną Wam warzywa w zawrotnym tempie, no i zawartość zamrażarki również woła o natychmiastowe opróżnienie? Tak, ja też to znam. Ja to bardzo dobrze rozumiem. Dlatego zainspirowana prozą życia i codziennymi dylematami matki nie, ale polki gotującej – „wyrzucić, czy reanimować?” zawsze wybieram próbę ratunku.

Mimo wszelkich przeciwności losu po dłuuugiej i wstydliwej przerwie przygotowałam kolejny przepis, ale nie byle jaki przepis, bo ratujący żywot papryki przed trafieniem do śmietnika. Aromatyczna, sycąca potrawa z małym akcentem leśnym w postaci kurek, które cierpliwie czekały od września w zamrażarce na taki moment jak ten. Papryka – bidulka była już trochę poturbowana, zwiędła i pomarszczona przed nadzianiem, dlatego wybaczcie jej niewyjściowy wygląd, ale przepis jest przecież inspirowany duchem „zero waste”, czy nie wyrzucamy, nie marnujemy, tylko wy-ko-rzy-stu-je-my! No to jemy!

Składniki na 2 porcje:

2 papryki (mogą być zwiędłe jak w moim przypadku, i tak będzie pysznie)

1 – 1,5 szklanki zielonej soczewicy

kilka garści kurek lub innych dowolnych grzybów

1 cebula

pół łyżeczki suszonego estragonu

pół łyżeczki suszonego tymianku

sól, pieprz wedle gustu

Ser pleśniowy na wierzch (wiadomo, że osoby niespożywające nabiału pomijają)

olej do smażenia

Wykonanie:

Soczewicę gotujemy w osolonej wodzie do miękkości (zielona gotuje się dość długo, patrzcie jaki jest zalecany czas na opakowaniu), na patelni rozgrzewamy olej, na którym zeszklimy cebulkę wcześniej pokrojoną cebulkę, następnie dodajemy kurki lub inne dowolne grzyby.

Całość dusimy. Piekarnik nagrzewamy do 180 °C. Jeśli grzyby będą już miękkie dorzucamy ugotowaną soczewicę, solimy, pieprzymy i smażymy jeszcze rzez chwilę. W moździerzu ucieramy tymianek z estragonem, który dodajemy pod koniec smażenia. Pamiętajcie aby czas między ucieraniem a dodaniem ziół do farszu był jak najkrótszy, ponieważ chcemy uniknąć ulatniania się aromatu uwolnionego z utartej przyprawy. Jeśli farsz jest gotowy możemy przystąpić do nadziewania papryk, którym wcześniej obcinamy górę i oczyszczamy wnętrze z nasion. Napełnione warzywa wstawiamy do piekarnika na o

koło 30-40 minut, do momentu aż zmiękną. Ser posypujemy przed włożeniem do piekarnika jeśli lubicie mocno podpieczony, albo chwilę przed wyjęciem ich z pieca – wedle gustu. Gotowe! Można jeść!

Potrawa jest na prawdę banalna i szybka w wykonaniu, a potrafi nasycić nas na kilka dobrych godzin.

Możecie zostawić odkrojone „kapelusiki” z łodyżką i założyć je nadzianym już papryką, efekt będzie uroczy, często tak robię, ale tym razem zapomniałam. Roztrzepana jak zawsze.