Zanim nauczyłam się doceniać piękno naszego kraju i najbliższych okolic, w których się wychowałam, myślami bujałam głównie po egzotycznych, czasami nieracjonalnych na dany moment destynacjach. Oczywiście, należy marzyć, dążyć do spełnienia snów na przykład o drewnianych, palowych domkach postawionych na środku błękitnej laguny Bora Bora, czy trekkingu w Himalajach. Ale czasami okazuje się, że podróżnicze spełnienie może leżeć znacznie bliżej. Nawet 60 km od miejsca zamieszkania, a odległe miejsca mogą poczekać. Na dzień dzisiejszy swoje Himalaje odnalazłam w Karkonoszach, a Bora Bora na Pomorzu. Można? Można.

Czy można odpocząć nie wybierając się na Bora Bora?

Powiem szczerze, że Pomorze jest chyba nawet bliższe mojej estetyce niż Bora Bora, patrząc na rażące po oczach ostrymi kolorami zdjęcia z IG ;). Wolę surowość. I właśnie surowość, nieoszlifowanie i chaotyczność tego najbliższego mi geograficznie regionu sprawia, że można tu najzwyczajniej w świecie odpocząć. Wydaje mi się, że wkraczam na poziom „dorosłości”, na którym odpoczynek staje się dobrem luksusowym. I właśnie dlatego chcę mądrze wybierać miejsca, które sprostają temu zadaniu, co wbrew wszechobecnemu przekonaniu nie jest łatwe. Pamiętam jak ubiegłego roku wróciłam z wyczekiwanych, tygodniowych wakacji w Turcji bardziej zmęczona niż po zeszłym weekendzie na Kaszubach Północnych, o których właśnie chcę Wam napisać, ale mam zbytnią skłonność do dygresji i wciąż nie przeszłam do konkretów.

Każdy szanujący się Pomorzanin wie, że jak (po)morze to tylko poza sezonem. Poza sezonem zamiast zapachu spalonej na fryturze ryby można poczuć prawdziwy zapach morskiej bryzy i lasów, które otaczają puste, zachęcające do długich spacerów plaże wolne od parawaningu narodowego. Po chwilowej analizie terminów wybrałam weekend po majówce, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Na trasie nie było korków, w każdym odwiedzonym miejscu ludzi jak na lekarstwo, a pogoda dopisała, co dla mnie oznacza po prostu brak deszczu i słońce od czasu do czasu.

Nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania. – Uwielbiam norweskie podejście do życia.

W staropolskim stylu

Miejsce, będące głównym celem wypadu, oddalone o 55 km od Gdyni, to Jackowo położone między Białogórą i Łebą w gminie Choczewo, w powiecie Wejherowskim. Jackowo jest kaszubską osadą liczącą około 230 mieszkańców, z dziurawą nawierzchnią jak ser szwajcarski i jednym, małym spożywczakiem. Niech Was nie zmyli pierwsze wrażenie, nigdy. Pamiętajcie, że najbardziej wartościowe kryształy zamknięte są w pospolicie wyglądających skałach. I tak też było z  folwarkiem o tej samej nazwie.

Nietuzinkowy folwarczny kompleks składający się z Agroturystki u Nicole oraz Pokojów Przy Szklarni zachwyca swoją ascetycznością. Nicole, właścicielka folwarku zarażała uśmiechem, serdecznością i gościnnością oraz służyła dobrą radą w razie potrzeby, co sprawiło, że czułam się bardziej jak u znajomych, niż w obcym miejscu.

Ta forma turystyki (agroturystyki) całkowicie zrywa z konwencją, powierzchownością i anonimowością, którą otrzymuje się podczas odwiedzin w typowo komercyjnych miejscach. – Co jednym pasuje, a innym nie. I fajnie.

Dopełnieniem tej sielanki jest stajnia i niemałe stadko koni, a ochotników do głaskania nie brakuje – można miziać po chrapach bez końca. Przebywając tu ma się wrażenie jakby czas zatrzymany był w miejscu, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Wnętrza skończonych budynków urządzone są w stylu rustykalnym. Ponadto odrestaurowane z poszanowaniem pierwotnej formy i materiałów wprowadzają odrobinę magii, której w głębi duszy oczekiwałam doświadczyć. Zważywszy na fakt, że całe życie mieszkam w bloku chcę chłonąć energię staropolskiej wsi jeszcze bardziej.

Oniryczne historie

Parom polecam Pokój Kaszubski znajdujący się w Agroturystyce u Nicole, na który intuicyjnie padł wybór przy dokonywaniu rezerwacji. Pokój iście etniczny, wypełniony kaszubskimi elementami, z przepiękną drewnianą szafą, do której zapewne bym weszła, gdybym miała 8 lat. Elementem stanowiącym wisienkę na torcie było bezpośrednie wyjście na prywatną część białego tarasu, gdzie wraz z moim partnerem spędzaliśmy najwięcej czasu pijąc poranną kawę i jedząc owoce. Wczesne godziny, kiedy owinięta w kołdrę z półotwartymi oczami szłam boso na taras by przywitać dzień w akompaniamencie śpiewu ptaków i kojącego szumu drzew sprawiały, że spałam na jawie.

Wieczory spędzaliśmy oglądając seriale na niezwykle klimatycznym, onirycznym wręcz poddaszu. Drewniany stryszek swoją architekturą, surowością i detalami szeptał nam historie tego siedliska. Miejsce wyjątkowe, energetyczne, takie, które posiadają jedynie stare domy.

Kolejną rewelacją dla człowieka z bloku były dwie wielkie szklarnie – piękne, zniszczone, pełne rupieci ogrodniczych, prania i zieleni. Co więcej, tylna powierzchnia jednej z nich tworzy ścianę niezwykłego apartamentu – chciałabym kiedyś spędzić tam noc. Nieoczywiste i pragmatyczne wnętrza to kierunek, który doceniam.

To co brzuszki lubią najbardziej

Śniadania, bo korzystaliśmy tylko z tych posiłków, były takie jak lubię, a oczekiwania co do tego posiłku zawsze mam wysokie (z wiadomych, Radomickich względów ;)) – proste, zróżnicowane, przygotowane z lokalnych produktów. Ja szczególnie umiłowałam sobie carpaccio z buraka z białym serem. Ogromny plus za dużo, świeżej zieleniny w postaci sałat i smacznych warzyw. Ponadto, drugi plus za ciepłe propozycje śniadaniowe, bez których mój partner nie wyobraża sobie udanego posiłku. Każdy znalazł coś dla siebie i nie wyszedł głodny a więc, klucz do poprawnego śniadania został spełniony.

No i kawa. Była. Z ekspresu. Dobra.

Przemyślenia i wskazówki

Jak znalazłam to miejsce? – https://slowhop.com/pl/

Czy weekend jest wystarczający? – 3-4 noce byłyby idealne.

Czego mi brakowało? – Może nie tyle, co brakowało, ale miejsce ciągle jest w rozbudowie. W centrum stoi nieodrestaurowany pałac, który w przyszłości ma szansę stać się dumą folwarku – chciałabym tego doświadczyć.

Komu polecam? – Osobom lubiącym spokój i ciszę, potrafiącym docenić piękno starych miejsc, kochających naturę, nienastawionym na luksus i drinki z palemką. Osobom, potrafiącym zorganizować sobie czas poza miastem i korzystać z uciech jakie oferuje im natura.

Czy wrócę? – Chciałabym, ale następnym razem ze sprzętem jeździeckim :).

Folwark Jackowo, to miejsce jedyne w swoim rodzaju. Miejsce, które chce się znaleźć i w którym chce się znaleźć. Otrzymałam tam wszystko, czego szuka się w miejscu urlopu, aby po powrocie do domu powiedzieć, że był to udany wyjazd.

https://slowhop.com/pl/p/folwark-jackowo.html

https://www.facebook.com/FolwarkJackowo/