Ta gulaszowa przebiła swój mięsny pierwowzór i śmiało mogłaby zastępować klasyczną gulaszową, która kojarzy mi się z zupką serwowaną w okolicach 1:00 – 2:00 na suto zakrapianych urodzinkach cioci kloci, osiemnastce Brajanka, czy andżejkach w domu weselnym „Biała Róża”. A tak nawiasem mówiąc nie, to nie jest dobre skojarzenie. Nie lubię jedzenia podawanego na tego typu organizowanych imprezach. Myślę, że to podświadomie jeden z wielu powodów, dla których nie chciałabym robić wesela – na szefa kuchni i menu takie jakie bym chciała po prostu mnie nie stać, no i generalnie temat wegetariańskiego jedzenie na „salowych” imprezach, to temat z rodzaju ciężkich wrzodów na dupie. Jeśli nie chcesz czytać biadolenia, przejdź od razu do przepisu, jest sztosem, mówię Ci.

P.S. Nie nie chajtam się.

Wracając do tematu… Na pierwsze rosołek, trochę z kury, trochę z wegety, cienkiem makaronem każdy ochlpał już satynową kiece i krawat – standard. De vo lay… devo lajle… devolej… devolaj… i schabowy spółka z.o.o. – pierwsze co nasuwa mi się na myśl myśląc o zorganizowanej potupajce. A do mięska ziemniaczki gotowane z koperkiem (ratujące życie wraz z surówką z marchewki), księżyce z ziemniaczków i frytki z paczki – żeby nie było monotonnie, bo przecież ziemniak ziemniakowi nierówny. Wszyscy zapchali się schaboszczakiem, ale nie takim zwykłym, bo ze smażonymi pieczarkami i plastrem ociekającej (chyba) goudy, a tu wjeżdżają spóźnione zrazy w sosie pieczeniowym i gołąbki z mielonym mięsem. Mizeria się skończyła. O są buraczki, przeżyjemy.

Po obiedzie wjeżdżają zimne przystawki. Jest śledzik, ryba w galarecie, nawet i burżujski łosoś się trafi, roladki z szynki, kiełbaska, galareta drobiowa (ale przecież z groszkiem i marchewką!). Uff całe szczęście sałatka warzywna (weganom mówimy papa – majonez – jajka).

Później mielone, ćwiartki z kurczaka, albo nuggetsy dla dzieciaków, całe szczęście znowu sypnęli frytką z paczki. Czas zapchać się chlebem, albo ciastem.

Noc, noc, noc niebo pełne gwiazd i wjeżdża – tutaj rosyjska ruletka – flaczki, gulaszowa, albo barszczyk (bingo!), ciul że z paczki. Nie za pasztecik z mięskiem podziękuję, z kapustką proszę.

Impreza zaliczona. Kac będzie, zawsze jest bez dobrego podkładu.

Przykro mi, że tak to w większości wygląda. A mogło być tak pięknie, jak to śpiewali w Kilerze. Mogłoby być kolorowo, różnorodnie, ciekawiej troszku, milej, mniej mięsnie. Nie mówię o francuskiej, tzn. wegetariańskiej rewolucji, ale różnorodności, której tak bardzo brakuje mi na tych fajnych, lecz wciąż imprezach. Bo 6 rodzajów mięsa na jednej imprezie to nie jest różnorodność, to nie o to chodzi.

Nie wiem po co i jak ja to robię, że z zupy potrafię rozkręcić ból dupy o rodzinne imprezy. Magia.

Jak będę się chajtać to o 2:00-3:00 na weselichu wjedzie ta gulaszowa. Serio mówię.

Odjazdowa gulaszowa z boczniakami i pęczakiem poniżej 🙂

gulaszowa z boczniakami

Składniki na średni garnek

250-300 g boczniaków

2 papryki czerwone

3 cebule

2-3 ząbki czosnku

1/2 szklanki pęczaku

4-5 łyżek sosu sojowego

1/3 – 1/2 szklanki wody z ogórków kiszonych (uwaga, żeby nie było za słone)

ok. 750 ml – 1 l wody (3-4 szklanki)

kilka liści laurowych

kilka ziaren ziela angielskiego

2 – 3 łyżeczki papryki wędzonej

2 łyżeczki papryki słodkiej

1 łyżeczka papryki ostrej

świeży koper

ewentualnie sól i pieprz do smaku

olej

 

Wykonanie

  1. Pęczak gotujemy w osolonej wodzie według instrukcji podanej na opakowaniu.
  2. Cebule kroimy w dość grube pióra. Na dnie garnka rozgrzewamy olej, do którego wrzucamy cebulę, liście laurowe i ziele angielskie. Przykrywamy i dusimy  na małym ogniu, co jakiś czas mieszając.
  3. Papryki i boczniaki myjemy. Z papryk usuwamy gniazda nasienne, kroimy w paski.
  4. Boczniaki również kroimy w cienkie paski.
  5. Kiedy cebula będzie już miękka i lekko rozpadająca się (po około 10-15 minutach) dodajemy  pokrojone papryki i boczniaki.
  6. Wlewamy wodę sos sojowy, dodajemy wszystkie przyprawy, a czosnek przeciskamy przez praskę.
  7. Całość mieszamy i gotujemy około 35 minut na wolnym ogniu, pod przykryciem mieszając co jakiś czas.
  8. Na ostatnie 5 minut gotowania dodajemy ugotowaną kaszę pęczak.
  9. Zupa powinna mieć klarowny, aczkolwiek wyrazisty brązowy kolor. Jeśli smak wydaje się zbyt mało intensywny można dodać więcej sosu sojowego, soli, pieprzu, czosnku granulowanego lub słodkiej papryki mielonej.
  10. Jeśli zupa będzie zbyt gęsta/słona etc. – dolej więcej wody.
  11. Podajemy ze świeżo posiekanym koprem.

Gotowe!