Krem z pieczonej papryki – Kremove Paprykove Love

Kochani! Blog ruszył z kopyta! W prawdzie miałam przygotowane coś dopiero na jutro, bo w ogóle nie spodziewałam się takiego wspaniałego odzewu. Szok, szok, szok. Nie zamierzam odpuszczać, widzę, że mam dla kogo działać! Dziękuję i kłaniam się niziutko, czekam na Wasze refleksje, komentarze, bo tak na prawdę to Wy jesteście najważniejsi, ja tu tylko sprzątam! Wróć! Gotuję! A Wy razem ze mną. Sio do kuchni, teraz będziemy (znów) blendować. Lubicie?

Wprawdzie jestem tu dosłownie parę chwil, ale kto przejrzał Wilczaka, choć pobieżnie, zapewne zdążył zauważyć, że moim ulubionym narzędziem pracy (oprócz lapka oczywiście) jest blender. Uwielbiam idealnie kremowe potrawy – sosy a’la beszamel, puree, a szczególnie zupy krem. Robię je na masową skalę i ze wszystkiego jadalnego (i roślinnego) co wpadnie mi w łapki.

Jakiś czas temu usłyszałam od jednego z moich kumpli, że takie zupy są nudne, bo nie widać w misce żadnych składników, dostajemy tylko jednolitą masę. Przez chwilę zrobiło mi się nawet smutno, prawie jak wtedy, kiedy słyszę, że „ZUPA TO NIE OBIAD”. Nie no spoko, szanuję – jesteśmy różni, mamy różne preferencje i to jest fajne, ale mam kompletnie odmienne zdanie. Uważam właśnie, że są bardzo zaskakujące i tajemnicze. Bo zobaczcie, dopóki takiego kremu nie spróbujemy, to tak na prawdę możemy jedynie domniemać z czego powstał. A Wy co myślicie? Krem, czy zwykła zupa, a może zupa to nie obiad?

Dla mnie krem to idealny obiad – ciepły, sycący, odżywczy, dodający energii, mogę tak wymieniać długo, ale chcę już przejść do sedna sprawy, więc tu i teraz dzielę się moim odkryciem. Pieczona papryka – jesień w gębie pełną parą. Ja się zabujałam – po prostu paprykove love. Dzisiaj to normalnie wszystko i wszystkich kocham. Ciekawe co będzie się działo w Walentynki, ha! A teraz patrzcie i korzystajcie!

Składniki (na około 4 porcje)

5 średnich papryk (czerwone + żółte)

1 średnia cebula

2 duże pomidory

1 szklanka wody (opcjonalnie, jeśli krem będzie dla Was zbyt gęsty)

2 ząbki czosnku

sól

pieprz

wędzona papryka

kurkuma

olej

Przygotowanie

Piekarnik rozgrzać do 180°C. Papryki myjemy, oczyszczamy z gniazd nasiennych, kroimy na pół, układamy na blasze wyłożonej brązowym pergaminem – pieczemy przez około 40 minut (można przykryć folią aluminiową).

Po upieczeniu, gdy chcemy zdjąć paprykową skórkę (nie wszyscy ją dobrze trawią), umieszczamy je w plastikowym pudełku z wieczkiem na około 15 minut. Po tym czasie skórka powinna samoistnie oddzielić się od miąższu, wystarczy wtedy zdjąć ją delikatnie nożykiem, a nawet wystarczy palcami.

Kroimy drobno cebulę, podsmażamy ją na oleju w garnku, w którym będziemy robić zupę (bez sensu jest dodatkowo brudzić patelnię i później męczyć się ze zmywaniem, ułatwiajmy sobie życie). Umyte i obrane ze skóry pomidory kroimy drobno, dodajemy do garnka ze zeszkloną cebulką – dusimy przez około 5-7 minut, następnie dorzucamy upieczone papryki i dusimy jeszcze przez około 10 minut (można podlać trochę wodą, ale zarówno pomidory jak i papryka puszczają jej dużo podczas obróbki), w tym czasie dorzucamy posiekany czosnek, doprawiamy solą i pieprzem, następnie blendujemy – w zależności od tego jaki sprzęt posiadacie, czekamy z blendowaniem do ostygnięcia lub robimy to na ciepło. Ja zazwyczaj radzę chwilę poczekać, żeby nie narażać sprzętu na niszczenie pod wpływem wysokiej temperatury.

Serwujemy z dodatkiem kurkumy, wędzonej papryki i pieprzu grubo młotkowanego.

P.S. Róbcie dopóki paprykę mamy swoją, polską i w dobrej cenie 🙂 – sezonowe najlepsze!

 

krem z dyni olbrzymiej, rozgrzewający szlagier jesieni 2017

Kocham ją za piękne kształty, ciepły kolor skórki, za bogate wnętrze, za smak i za to, że nawet najbardziej ponury październikowy dzień dzięki niej staje się weselszy, jakiś taki łatwiejszy do zniesienia. I wcale nie mówię tu o żadnej ludzkiej kobitce, bo w sumie lubię facetów. Nasze jesienne słonko – dynia, jeden z powodów dla którego nie narzekam na tą porę roku. Dla mnie, pod postacią kremowej, pomarańczowej zupy jest najbardziej rozgrzewająca i zbawienna. Wiecie jak to jest, po całym dniu walki z pierwszymi zimnymi, żywiołami, które czyhają poza ścianami naszych wyposażonych w centralne ogrzewanie (THANKS GOD) grajdołków, jedyne o czym marzę to dorzucenie do pieca (czyt. brzucha, żołądka) trochę opału, bo robi się srogo. Mi nawet CO już nie wystarcza, więc dogrzewam się od środka. Niech ten dyniowy krem będzie i Waszym opałem na niesprzyjające dni.

Rozgrzewający krem z dyni olbrzymiej

dynia

Składniki (na około 3-4 porcje)

1 kg dyni (surowej, obranej, pokrojonej w kawałki)

400g ziemniaków (ok. 3-4 duże)

2 cebule

2 ząbki czosnku

250 ml mleka kokosowego (gęsta część)

olej

2 – 2 1/2 szklanki wody (można więcej – w zależności jak gęsty krem lubicie)

pół łyżeczki gałki muszkatołowej

1 łyżeczka kurkumy

kmin rzymski (parę szczypt do smaku)

pieprz Cayenne (ostrożnie z ilością, pali!)

2 listki laurowe

3-4 ziarenka ziela angielskiego

wędzona papryka (opcjonalnie)

pestki dyni do ozdoby

sól

pieprz

Wykonanie

Obraną ze skórki, wydrążoną i pokrojoną w kawałki dynię pieczemy na blaszce wyłożonej pergaminem w piekarniku rozgrzanym do 180-200°C przez około 20 minut, do zmięknięcia. Obieramy i kroimy resztę składników, czyli cebulę, czosnek i ziemniaki.

W średnim garnku (3-4 l) rozgrzewamy olej i podsmażamy cebulę do zeszklenia co jakiś czas mieszając. Pod koniec smażenia dodajemy czosnek, następnie wlewamy wodę, dorzucamy ziemniaki, liście laurowe, ziele angielskie i sól. Kiedy ziemniaki już zmiękną czas na najważniejszy ruch – do gara wrzucamy upieczoną, słodziutką dynię. Nie zapominamy o wlaniu mleczka kokosowego, ale jakoś wolę zrobić to po zblendowaniu ostygniętej zupy. Ja nie wyciągam ani ziarenek ziela, ani listków laurowych – blenduję je razem z resztą składników.

Nasz krem doprawiamy wyżej wymienionymi przyprawami, z doświadczenia radzę kierować się raczej własnymi preferencjami niż podanymi przeze mnie ilościami przypraw, ale jedno jest pewne – uważajmy, żeby nie przedobrzyć z ich ilością, przecież nie chcemy zabić smaku dyni tylko go wzbogacić :).

Podajemy na gorąco z pestkami dyni, wędzoną papryką i mleczkiem kokosowym zastępującym śmietankę.

Róbcie koniecznie póki trwa sezon!

zupa krem z dyni