Follow Us

Copyright 2017 | Softset

Chlebek bananowy, który wcale nie jest chlebem

Nie jest chlebem, bo jest ciastem – taki myk ze strony kumpli amerykanów. „Banana bread” ma swoje korzenie właśnie w Stanach. Nawet dorobił się tam „Narodowego Dnia Chleba Bananowego”, który wypada 23 lutego. Jednak dzisiaj mamy Międzynarodowy Dzień Chleba, a jako, że ja z natury jestem przewrotna to sprzedaję Wam przepis na chleb, który nim nie jest. Od razu mówię, że jak zrobicie to ciacho raz, na jednym się nie skończy. Jest przepyszne, słodziutkie, wilgotne, bardzo łatwe i szybkie w wykonaniu, nawet wielu garów nie pobrudzicie.

Kiedy pierwszy raz podstawiłam je pod nos największemu koneserowi ciast i słodyczy jakiego zam, a mianowicie mojemu chłopakowi, byłam pełna sprzecznych emocji. Pierwsze wrażenie przed spróbowaniem przewidziałam i było mniej więcej takie – „O, babka. Fajne, ale nie mam ochoty na słodkie jakoś.” – Taaa jasne, ty nie masz ochoty… No ale spróbował i oczy mu się zaświeciły, powaga. – „Ha, mamy to.” – pomyślałam patrząc na pałaszującego Damiana, który z pełną buzią powiedział tylko – „Dobre.” – no w sumie bardziej – „Dobłe.” – ciasto zniknęło w przeciągu chwili – „Dasz mi kawałek na wynos do pracy?” – No jasne, że dam, nawet dwa, ewentualnie siedem! 

Chlebek bananowy

Składniki (na małą keksówkę o wymiarach 20 x 10 cm)

1 szklanka mąki pszennejchlebek bananowy

1/2 szklanki mąki kukurydzianej

1 szklanka dowolnych otrąb i siemienia lnianego

1 łyżeczka sody oczyszczonej

2 jajka

4 dojrzałe banany (zostawcie pół banana do dekoracji)

10-15 daktyli (około 150g)

2 łyżki oleju kokosowego

100g posiekanej gorzkiej czekolady (minimum 75% kakao)

szczypta soli

łyżeczka cynamonu

Przygotowanie

Piekarnik nagrzewamy do 180°C. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Suche składniki – tj. mąkę, otręby, sól, sodę i cynamon mieszamy w misce. W drugiej misce daktyle zalewamy gorącą wodą i pozostawiamy do zmięknięcia. Banany kroimy w plasterki, czekoladę dosyć drobno siekamy (jeżeli na końcu chcecie polać ciacho płynną czekoladą, polecam zostawić niewielką jej część i rozpuścić w kąpieli wodnej, lub po prostu użyć do tego drugą tabliczkę czekolady, jeśli lubicie duuuużo polewy :)). Gdy daktyle już zmiękną, odlewamy z nich wodę (nie wylewajcie jej do zlewu, możecie później posłodzić nią koktajl), dodajemy banany, jajka, olej kokosowy i blendujemy na gładką masę. Teraz „mokre” łączymy z „suchym”, dorzucamy czekoladę, mieszamy jeszcze przez chwilę aby składniki dobrze połączyły się w jedną całość. Na koniec wylewamy całość do keksówki – pomocna tu będzie silikonowa szpatułka, którą dokładnie wybierzemy z miski całą masę, bo przecież nie lubimy marnowania :). Dekorujemy siemieniem lnianym i plastrami banana. Pieczemy przez około 50 – 60 minut w 180°C. Wyjmujemy, studzimy, polewamy roztopioną wcześniej w kąpieli wodnej czekoladą. Chlebek bananowy gotowy! I jest rym!

Zrobicie? 🙂

chlebek bananowy

 

Malinowa tarta z kremem czekoladowo jaglanym

 Jestem łasuchem, kompletnym Kubusiem Puchatkiem. Dlatego nie wyobrażam sobie, gdyby pierwszym wpisem (szooook, pierwszy wpis, mam tremę!) byłoby coś innego niż słodyczek :). Słodyczek, a właściwie ciasto dość alternatywne i budzące pewną konsternację, ale główna degustatorka (czyt. królik doświadczalny) moich roślinnych wariactw i nadworny „masterczef” – MAMA dała zielone światło tej oto malinowej tarcie, na totalnie nietypowym kruchym spodzie z przepysznym jaglanym kremem – zero jajek, zero masła, zero białego cukru i do tego bez pieczenia – szok co? Oby Was to nie zniechęciło, o nie, wręcz przeciwnie zachęcam wszystkich do kombinowania ze zdrowymi deserami czyniąc je bardziej odżywczymi. Niech ta tarta będzie jedną z inspiracji, których tutaj nie zabraknie, obiecuję. Zjadłam pół blaszki sama i nawet nie miałam wyrzutów sumienia – czy powinnam?

Składniki (na blachę o średnicy 30 cm)

kruche ciasto  

1 szklanka mąki jaglanej

¾ szklanki mielonych migdałów

¾ szklanki mąki kokosowej

2 duże łyżki kakao

2 banany

100g daktyli

krem

1 tabliczka gorzkiej czekolady (minimum 70% kakao)

80g daktyli

1 szklanka kaszy jaglanej

2-3 łyżki ksylitolu

1/3 szklanki mleka roślinnego

3 łyżki skrobi ziemniaczanej

1 śmietanfix (skrobia+glukoza, można pominąć)

Parę szczypt chili (w zależności od tego jak bardzo jesteście wrażliwi na ostry smak)

1 słoiczek dżemu malinowego (użyłam domowego dżemu z mojego przepisu)

Maliny do dekoracji

Liście świeżej mięty (opcjonalnie)

Wykonanie

Kruche ciasto

Daktyle zalać gorącą wodą i pozostawić do zmięknięcia (zarówno te na ciasto jak i na krem).

Do dużej miski wsypujemy migdały, mąkę kokosową, mąkę jaglaną oraz kakao. Zawartość miski mieszamy dokładnie, tak aby całość przybrała czekoladowy kolor kakao.

Kiedy daktyle zmiękną, blendujemy je na gładką masę wraz z obranymi i pokrojonymi bananami, następnie łączymy z suchą zawartością miski.

Ugniatamy nasze ciasto do uzyskania gliniastej konsystencji (jeśli masa jest zbyt sucha można dodać więcej bananów, lub ostrożnie dolać niewielką ilość wody, czy mleka roślinnego).

Formę do tarty o średnicy 30 cm wylepiamy ciastem zaczynając od boków, a następnie dno.

Możecie spróbować podpiec ciasto przez parę minut w 180°C jeśli macie wątpliwości co do tego, czy będzie ono zwięzłe, ale wtedy może ono stwardnieć na tyle, że ciężko będzie się kroić (ale łatwiej jeść, jak pizzę :P). Eksperymentujcie i nie bójcie się ryzyka!

Krem

Na małym gazie, pod przykryciem gotujemy kaszę jaglaną  w proporcji 1:2 na wodzie, lub mleku roślinnym przez około 15-20 minut (polecam delikatnie rozgotować kaszę, tak by krem łatwiej się blendował, dzięki temu unikniemy niechcianych grudek). Następnie pozostawiamy do ostygnięcia.

Rozgotowaną kaszę i daktyle blendujemy na bardzo gładką masę.

W rondelku, na małym gazie, podgrzewamy 1/3 szklanki mleka roślinnego, rozpuszczamy w nim 2 łyżki ksylitolu oraz drobno połamaną czekoladę cały czas mieszając aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Pozostawiamy  do przestygnięcia.

Zblendowaną kaszę z daktylami łączymy z roztopioną masą czekoladową, następnie miksujemy dodając w trakcie śmietanfix oraz skrobię ziemniaczaną. Nasz krem jest już gotowy.

Spód tarty hojnie smarujemy dżemem malinowym, wylewamy krem, posypujemy chili, a na koniec dekorujemy malinami i (opcjonalnie) liśćmi świeżej mięty. Wkładamy do lodówki.

Teraz tylko musimy przez dłuższą chwilę uzbroić się w cierpliwość, aby dać szansę kremowi porządnie się ściąć pod wpływem niskiej temperatury (łatwiej będzie się wtedy kroić).

Tartę przechowujemy w lodówce. Najlepiej będzie jeśli zjecie ją w przeciągu dwóch, maksymalnie trzech dni, ale jestem przekonana, że z tym nie będzie najmniejszego problemu.

Dobrej zabawy i smacznego!

P.S. Nie zapomnijcie oblizać łyżki i miski po kremie!