Follow Us

Copyright 2017 | Softset

czekośliwka – zdrowa nutella z powideł

Kto nie przepada za nutellą i wszelakimi słodkimi smarowidłami niech pierwszy rzuci kamieniem. Najlepiej wyjadać prosto ze słoika, albo rozsmarować na jeszcze cieplutkim maślanym naleśniku.

Słodki przemyśle, dlaczego nam to robisz?

Istnieje pięć fundamentalnych, niezaprzeczalnych prawd na temat nutelli, dżemików, powidełek, wszelkich słodkich kremów do smarowania:

  1. Są przepyszne.
  2. Są gówniane.
  3. Żadne pieniądze nie są warte kupnych przetworów owocowych, czy kakaowych.
  4. Każdy brzuszek zasługuje na odrobinę rozpusty.
  5. Żaden brzuszek nie zasługuje na zdrowotną rozpierduchę.

Amen.

Po przeczytaniu kilku podstawowych faktów na temat sklepowych przetworów miłośnicy dżemów, tych czeko też, czy nutelli (może) nabiorą ochoty do zakasania rękawów i przygotowania własnych pyszności w słoikach.

Poniżej czeka przepis – nagroda za wytrwałość.

Czekośliwka to domowa receptura, która zastąpi sklepową cukrzycę w słoiku!

Najczęściej zawartość owoców, czy innych wartościowych składników w tej grupie produktów wynosi  w sumie około 35%.

Pozostałe 65% czymś trzeba wypełnić prawda?

Mowa tutaj nawet o droższych produktach renomowanych marek, które wykreowano na liderów rynkowych kojarzonych z dobrą jakością przetworów. Szkoda, że liderami są tylko w perfidnym promowaniu przetworzonej żywności, otyłości, chorób wieńcowych i takich tam. Rozporządzenie w sprawie dodatków do żywności daje im szalenie duże pole do popisu, więc czemu mieliby nie skorzystać.

Bądźmy mądrzejsi. Weźmy sprawy w swoje ręce. Bądź jak ten pies z memów, który sam wyprowadza się na smyczy. Róbmy swoje. Swoje przetwory!

Ile cukru jest w cukrze?

Najczęściej na pierwszym miejscu w składzie sklepowych przetworów znajduje się cukier. Kochają go masowi producenci dżemów, powideł, wszelkich słodkich smarowideł. Gdyby rozdzielić nutellę na poszczególne składniki, z których została zrobiona, okazałoby się, że cukier stanowi ponad połowę słoika, który tak chętnie pakujemy do koszyka. Lepiej już od razu kupić kilo cukru, taniej wyjdzie i bez ściemy chociaż.

Zaraz za cukrem zazwyczaj plasuje się olej palmowy. Miłośnik otyłości, pasjonat wizyt u kardiologa, zadeklarowany wróg numer jeden lasów deszczowych i naszych Darwinowskich krewnych, które w nich żyją i giną na potęgę. Temu panu już podziękujemy. W sensie olejowi palmowemu, a nie Darwinowi.

Zawartość wartościowych odżywczo orzechów, które znajdują się na etykiecie nutelli, lub wszelkich kremów orzechowo-kakaowych wynosi mniej niż 14%, a zatem w dużym słoiku 350 g znajduje się mała garść orzechów, około 45g. To tyle, ile możemy schrupać na raz.

Dodatkowo w tańszych wyrobach znajdziemy wszelkiego rodzaju wypełniacze i dodatki. Dzięki nim słoiczek może stać tygodniami otwarty, ma odpowiednią konsystencję, barwę, zapach oraz smak, przy czym zużywa się minimalną ilość kluczowych marketingowo składników. Kolejny bullshit i środkowy palec w stronę konsumenta.

Pozornie wszystko wygląda ładnie, naturalnie, sielsko i anielsko, łącznie z etykietą prezentującą soczyste owoce, orzeszki i najlepiej babuszkę w chustce. Cóż za cudowne skojarzenia pełne dzieciństwa, beztroski i owoców jedzonych prosto z krzaka! A do tego cena taka promocyjna! Okazja, nic tylko brać.

Odwróćmy etykietę…

…cukier, cukier, cukier, syrop glukozowo – fruktozowy, trochę skrobii, wypełniaczy, aromatów, barwników, konserwantów pod postacią sorbinianu sodu/potasu, substancji zagęszczających np. guma guar, substancji żelujących, których dodatek przy odpowiednim przygotowaniu dżemu, czy konfitury jest zbędny!

A teraz sprawdźcie proszę, co znajduje się poniżej, w przepisie mojej czekośliwki. W sumie to trochę bieda. Skład jakiś taki krótki krótki, mniej kalorii… Za to więcej owoców, kakao i prażonych orzechów z waniliową nutą. 😉

Mówię Wam, to jest takie dobre, ciekawe i zarazem naturalne w smaku, że też chce się wyjadać prosto ze słoika!

P.S. Na PMS i pierwszy dzień sprawdza się znakomicie. 😀

czekośliwka

Składniki na 2 słoiczki

  • 10 łyżek powideł śliwkowych (z około 1,5 kg wydrylowanych śliwek)
  • 2 łyżki kakao
  • garść orzechów laskowych
  • garść płatków migdałowych
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej / ziarenka z 1 laski wanilii (opcjonalnie)
  • 2 łyżeczki miodu
  • 2 szczypty soli himalajskiej

Wykonanie

Jak wolisz użyć gotowych powideł (proszę zwracaj uwagę na skład – najlepiej 100g śliwek na 100 g produktu), lub masz domowe w piwniczce pomiń 5 pierwszych punktów. 🙂

  1. Umyte śliwki wydryluj (wyjmij pestki).
  2. Wypestkowane śliwki nastaw w głębokiej patelni na bardzo małym ogniu / w brytfance w piekarniku na około 140°C.
  3.  Gotuj / piecz je przez około 2,5-3 godziny do uzyskania konsystencji konfitury.
  4. W tym momencie dodaj cukier „na smaka”, chyba że eliminujesz go całkowicie.
  5. Jeśli przygotowujesz większą porcję powideł, odłóż po prostu około 10 łyżek przerobionych powideł do przygotowania smarowidła.
  6. Garść orzechów laskowych i płatków migdałowych upraż na patelni, następnie zmiel w blenderze/młynku do kawy.
  7. Powidła śliwkowe przełóż na patelnię, dodaj 2 łyżki kakao, wymieszaj, gotuj przez kilka minut co jakiś czas mieszając.
  8. Dodaj zblendowane orzechy i migdały, esencję waniliową, miód oraz sól. Wymieszaj do jednolitej masy.
  9. Gotuj jeszcze przez około 3 minuty.
  10. Przygotowaną, gorącą masę przełóż do wyparzonych słoiczków, szczelnie zamknij i postaw wieczkiem do dołu.

Czekośliwka gotowa!

czekośliwka

biszkopt bez mąki na śniadanie i nie tylko

Z tym przepisem uwierzycie, że możliwe jest dostosowanie każdego przepisu do Waszych potrzeb i preferencji żywieniowych.

Pozwólcie, że dzisiaj historyjkę opowie Wam Pan Biszkopt. Jestem przekonana, że będzie równie pasjonująca. Jest tylko jedno „ale”. Żeby zaczął gadać musicie najpierw sami sobie go upiec.

Nie bójcie się zagadać, bo chłopak jest na prawdę łatwy. ;P

Przepis poniżej. 🙂

biszkopt bez mąki

Składniki na biszkopt:

5 jajek

5 łyżek mąki jaglanej

4 łyżki mąki kokosowej/płatków kokosowych

pół łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

opcjonalnie: do biszkoptu czekoladowego 1 łyżka kakao

Składniki na sos ananasowy ze zdjęcia:biszkopt bez mąki

1/3 świeżego ananasa

część stała z 1 puszki 400ml mleczka kokosowego

sok z 1/2 limonki

3 cm kłącza imbiru

kilka szczypt kurkumy

opcjonalnie: cukier trzcinowy

Wykonanie biszkoptu

  1. Nastaw piekarnik na 200°C
  2. Białka oddziel od żółtek(pamiętaj, żeby jajka były zimne, prosto z lodówki, piana lepiej się ubije)
  3. Jeśli nie masz mąki jaglanej zmiel w blenderze  albo młynku do kawy 200g (1 torebkę) kaszy.
  4. Do białek dodaj szczyptę soli i ubij na sztywną pianę.
  5. Do ubitej piany dodaj żółtka, mąkę jaglaną i mąkę kokosową lub wiórki zmieszane z proszkiem do pieczenia oraz (opcjonalnie) kakao.
  6. Wymieszaj dokładnie, ale delikatnie.
  7. Powstałą masę wylej do formy lub bezpośrednio na papier do pieczenia.
  8. Jeśli chcesz uzyskać wysoki biszkopt dodaj nieco więcej proszku do pieczenia, uformuj wyższą masę.
  9. Piecz przez około 15 minut.
  10. Biszkoptowi możesz nadać dowolne kształty. Biszkopty ze zdjęcia zostały wycięte wiaderkiem po twarogu w celu otrzymania dużych, okrągłych placuszków, co idealnie sprawdza się na śniadanie.

Wykonanie sosu ananasowego ze zdjęcia

  1. 1/3 ananasa zblenduj ze stałą częścią mleczka kokosowego
  2. Dodaj sok z 1/2 limonki,
  3. W prasce do czosnku wyciśnij około 3 cm kłącza imbiru
  4. Do opcji deserowej ewentualnie cukier trzcinowy
  5. Wymieszaj wszystko, polej nim gotowe piszkopty, udekoruj ulubionymi owocami

Gotowe!

piernikowy mus z aquafaby

Aquafaba to nic innego jak woda pozostająca po odlaniu gotowanej ciecierzycy lub białej fasoli. Do niedawna niby nic, kolejny odpad wylewany do zlewu, ale czy na pewno? Aquafabę odkrył Joël Roessel, francuski kucharz, który szukał alternatyw dla jajek. Produkt ten bardzo szybko przyjął się w blogosferze otwierając wegańskim entuzjastom drzwi do wegańskich majonezów, lodów, czy właśnie musów. Aquafaba stała się na tyle istotna, że w 2015 roku pewien Nowojorski producent wprowadził na rynek wegański majonez z aquafaby, który wygenerował przychód o wartości 8,5 miliona dolarów. Woda z ciecierzycy była pozyskiwana z wytwórni hummusu, gdzie stanowiła ona produkt uboczny, co znacznie obniżyło koszty produkcji. Przykład ten uświadamia, że to, co dla jednych stanowi odpad, dla innych może być podstawą do wytworzenia nowego (i dochodowego) dobra.

Ten przykład w świetle ówczesnych globalnych problemów z nadprodukcją i generowaniem monstrualnych ilości odpadów może sugerować, że czasami, albo nawet częściej, warto zastanowić się, czy to, co z lekkością i bezmyślnością wrzucamy do śmietnika, na prawdę powinno się tam znaleźć. Aquafaba to tylko ciekawostka w obliczu realnych „śmieciowych” problemów, ale może stanowić ona fajny symbol, wykorzystywania czegoś, co na pierwszy rzut oka wydaje się bezużyteczne. Szczerze, po jej odkryciu moje życie kulinarne nie zmieniło się w żadnym stopniu, ani na gorsze, ani na lepsze. Traktuję ją jako kulinarną nowinkę, surowiec, z którym można poeksperymentować w wolnej chwili i raz coś wyjdzie, a raz nie. Jest ona stosunkowo nowym odkryciem na kulinarnej arenie, co nie znaczy, że należy ją bagatelizować.

Obserwując wrzawę internetową jaka wybucha raz na jakiś czas na wegańskich forach wzbudza ona emocje i to skrajne. Wiele osób próbowało zrobić z niej majonezy, musy, czy bezy i o ile z dwoma pierwszymi pozycjami problemów i niepowodzeń jest stosunkowo niewiele, beza wciąż stanowi wielkie wyzwanie, którego nie chcę się podejmować, bo i nie czuję takiej potrzeby. Może inaczej podchodzą do tego konserwatyści, weganie, którzy tęsknią za jajecznymi akcentami i próbują wszelkich sposobów w celu odnalezienia jajeczno-wegańskiego spokoju ducha i satysfakcji podniebienia. Nie mniej jednak uważam, że każde ciekawskie jajo (hehe) powinno chociaż raz zmierzyć się z aquafabą, ot tak bez wielkiej filozofii, dla kuchennej zabawy. Może właśnie w postaci eksperymentalnego musu, który okazał się godny tego, aby zawitać na tegorocznej Wigilijnej kolacji jako alternatywny deser. Zachęcam do zabawy 🙂 .

Składniki 3 pucharki

Aquafaba (woda) z 400g słoika ciecierzycy

1 gorzka czekolada

2 łyżki masła/oleju kokosowego

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka kardamonu

szczypta gałki muszkatołowej

sól

opcjonalnie 2 łyżki cukru / ksylitolu / miodu

2 łyżki skrobi ziemniaczanej

powidła śliwkowe

ulubione orzechy

 

Wykonanie

  1. W małym rondelku roztapiamy masło / olej kokosowy wraz z gorzką czekoladą i ewentualnie dosładzamy cukrem / miodem / ksylitolem.
  2. Roztopioną czekoladę schładzamy do temperatury pokojowej, mieszając co chwilę aby nie stężała za mocno.
  3. Do miski wlewamy wodę z ciecierzycy, solimy i miksujemy na wysokich obrotach do uzyskania konsystencji piany z białka kurzego, w międzyczasie dosypujemy porcjami mąkę ziemniaczaną i korzenne przyprawy.
  4. Do ubitej aquafaby małymi porcjami dodajemy lejącą czekoladę wciąż miksując.
  5. Na dnie pucharków układamy powidła śliwkowe, orzechy, a na samej górze ubity mus. Jeśli macie rękaw cukierniczy można go użyć do bardziej estetycznego nałożenia musu. Dekorujemy ulubionymi bakaliami, migdałami, orzechami.
  6. Wkładamy do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc.
korzenne brownie z ciecierzycy

Dzisiaj dzielę się przepisem na korzenne, zimowe brownie z ciecierzycy ze specjalną dedykacją dla M. 🙂

 

Składniki na małą blaszkę (najlepiej 28 cm x 15 cm)

słoik ciecierzycy (400g)

8 łyżek mąki owsianej (zmielone płatki osiane)

2 banany

garść daktyli + opcjonalnie 2 łyżki miodu

4 łyżki kakao

skórka pomarańczowa z 1/2 pomarańczy

1/2 szklanki oleju

1 łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki kardamonu

1/2 łyżeczki esencji waniliowej

szczypta pieprzu

szczypta soli

 

Wykonanie

  1. Do dużej miski wkładamy pokrojone banany, olej, namoczone wcześniej daktyle w jednej szklance wody (wody nie wylewamy), miód, przyprawy, esencję waniliową i blendujemy dokładnie dosypując w międzyczasie kakao.
  2. Ciecierzycę, mąkę owsianą, skórkę pomarańczową i wodę z daktyli blendujemy w oddzielnej misce na gładką dość suchą masę, gdyby masa była jednak zbyt sucha można dolać więcej wody.
  3. Obie masy mieszamy dokładnie łyżką, następnie wylewamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, lub nasmarowaną olejem. Na koniec dekorujemy ulubionymi orzechami.
  4. Pieczemy przez 40-45 minut w 140°C.
wrześniowe ciasto sypane z jabłkami

Wprawdzie oficjalnie wciąż mamy lato, ale wystarczy rozejrzeć się wokół, żeby zauważyć nadchodzącą wielkimi krokami jesień w postaci drzew zmieniających barwę, świeżych żołędzi ukazujących się na dębach, dojrzewających kasztanów, czy zimnych wieczorów i poranków oraz znikających w mgnieniu oka, krótkich dni.

Cykliczność, sezonowość i przemijający czas cudownie obserwuje się na lokalnych bazarkach i rynkach. Teraz to już tylko wspomnienie, bo kulinarna przygoda na w Dolinie Bobru dobiegła końca, ale jeżdżąc co tydzień na targ odbywający się na jeleniogórskim Zabobrzu można było obserwować ten szalenie ciekawy z perspektywy bzika kulinarnego proces. Kiedy to truskawki zaczęły ustępować miejsca śliwkom i malionm, groszek znikał na rzecz brukselki, jabłka zaczęły być coraz bardziej różnorodne, dorodne i przy tym wszystkim tańsze, a honorowe miejsce na straganach zarezerwowane zostało najpierw dla cukinii, kabaczków, a następnie dla różnorodnych dyń i patisonów. Dla mnie to jest kwintesencją jesieni.

Dlatego też wychodzę do Was z propozycją ciasta, które teraz smakuje najlepiej.  Kiedy po zimnych sernikach, tofurnikach, owocowych koktajlach, sorbetach i tym podobnym smakołykom zarezerwowanych dla sezonu letniego chcemy delektować się czymś bardziej stonowanym, zrównoważonym w wyrazie i smaku, może nawet z delikatną nutą korzenną na rozgrzewkę. Ale bez przesady, w końcu do jesieni totalnej jeszcze trochę brakuje.

Gdybym miała podać idealny deser do kawy na wrześniowe popołudnia wskazałabym właśnie to ciasto sypane z jabłkami w roli głównej. Połączenie świeżo zerwanych, utartych jabłek, marchewki i cynamonu zamkniętych w przepysznym cieście z mąki pełnoziarnistej i kaszy manny jest wspaniałym zaproszeniem na jesienne podwieczorki.

Ostatnimi czasy, ciasto sypane z jabłkami lubiłam piec dla moich gości z OchAch’a i WCS, nawet z wiąże się z tym króciutka anegdotka, która zapadła mi w pamięci. Rozmowy z gośćmi, na tematy kulinarne, lub wszelakie to kolejny inspirujący aspekt mojej pracy.

– Pani Marcelino. – zaczęła śmiertelnie poważnie Pani… nazwijmy ją Ania. . Przyznam, że serce zaczęło bić mi szybciej, czekałam na rozwój sytuacji. – Czemu Pani musi zawsze robić wszystkie potrawy,nawet klasyczne, inaczej? Wszystkie propozycje, które u Was jem są wymyślne i nietypowe. Pasztet bez mięsa, ciasto bez jajek, sosy bez śmietany, zupy niezabielane… Powtórzę się, ale wszystkie smaki są inne niż znam i lubię no. – Zakończyła Pani Ania jeszcze poważniej, dodatkowo z nutą frustracji w głosie. Byłam przekonana, że zupełnie zawiodła się na mojej „inności. Po czym ciągnęła dalej. – Myślałam, że lubię, ale po tej kuchni nie wiem czy już tak mocno lubię. Ja nie wiem jak Pani to robi, że nawet szarlotkę zrobi Pani na odwrót?! Żeby jabłka włożyć do środka, zero masła, zero jajek. Ja nie wiem… Mogę zapisać się do Pani na kurs? Bo ja też tak chcę. Może chociaż z przyprawiania?

W tym momencie pojawił się uśmiech na jej twarzy, dopiero w Jej oczach zauważyłam zadowolenie. Zrobiła mnie w bambuko i to cwanie, fajnie, najfajniej jak można. W 3 sekundy schudłam chyba z 10 kg, zeszło ze mnie powietrze, a w miejsce nadprogramowej adrenaliny wskoczyła serotonina. Wow, takie słowa potrafią uskrzydlić. Życzę wszystkim, aby czuli się docenieni, podbudowani i zmotywowani tak, jak ja w tamtym, oraz wielu innych radomickich momentach.

Tymczasem zachęcam do wypróbowania przepisu na ciasto sypane z jabłkami, lub „szarlotkę” na odwrót – jak zwał tak zwał. Najważniejsze, że wegańsko, aromatycznie no i oczywiście łatwo… 🙂

Subtelnie zapraszam na jesień.

Składniki na okrągłą tortownicę

1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej

1 szklanka kaszy manny

1/2 szklanki cukru brązowego / ksylitolu / cukru kokosowego

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 kostki masła/ margaryny wegańskiej (bez oleju palmowego, proszę) / kilka łyżek oleju kokosowego

1 kg jabłek

4 marchewki

cynamon

gałka muszkatołowa

Wykonanie

Składniki suche łączymy  w misce. Jabłka i marchew myjemy, obieramy i trzemy na tarce (grube oczka), po czym łączymy je mieszając. Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia.

Tortownicę wykładamy, a właściwie obsypujemy warstwowo (najczęściej wychodzą3cwarstwy suchego i 2 warstwy mokrego) w następującej kolejności:

  • 1/3 suchego (mąka+kasza+cukier+proszek)
    • całe dno tortownicy musi być przykryte, więc może być nieco więcej niż 1/3
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 mokrego (jabłka+marchew)
  • 2 łyżeczki cynamonu i 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • kilka plastrów masła / łyżek oleju kokosowego /
    • tak aby przykryć około 2/3 powierzchni ciasta
  • 1/3 suchego
  • 1/2 mokrego
  • 1 łyżeczka cynamonu i 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/3 suchego (to co pozostanie)
  • kilka plastrów masła
    • tak aby przykryć około 2/3 powierzchni ciasta
  • 1 łyżeczka cynamonu

Pieczemy przez 45-50 minut w 180°C.

łatwe i szybkie owsiane babeczki

Owsiane babeczki bez mąki pszennej, bez jajek, bez masła – powoli zaczynam czuć się w temacie swobodnie i rozumieć sens tego kierunku, którym coraz chętniej zmierzam z wielu względów.

Pamiętam kiedy jeszcze sama zadawałam sobie pytanie „ale po co kombinować i piec w ten sposób?”. Zupełnie nie pojmowałam w jakim celu powstają tego typu „przekombinowane” przepisy. Później poznałam pojęcie weganizmu, celiakii, alergii, nietolerancji, chorób autoimmunologicznych, a przygotowując posiłki dla wielu różnych osób odwiedzających OchAch i WCS zobaczyłam jak powszechne jest zjawisko wykluczania pewnych produktów z diety (i wcale nie z wyboru, lecz z konieczności dyktowanej zdrowiem). Zjawisko, bo nie chcę używać słowa problemem i z góry napiętnować, czy oceniać, gdyż mając odpowiednie narzędzia w postaci sprawdzonych przepisów oraz chęć i trochę determinacji okazuje się, że coś, co kiedyś rzeczywiście byłoby przeszkodą, na dzień dzisiejszy jest dla mnie zupełnie do zrobienia – i to całkiem sprawnie i szybko.

Być może ten prosty przepis okaże się przydatny w sytuacji, kiedy będziecie chcieli wykonać miły gest i wywołać uśmiech na twarzy osoby, która z różnych powodów wykluczająca jaja, nabiał, czy pszenicę w swojej diecie niekoniecznie dobrowolnie. Z autopsji powiem, że mi się udało,uczucie jest niezwykle budujące dla obu stron :). Zachęcam i polecam!

Składniki na 12 babeczek

3 dojrzałe banany

10 łyżek mąki owsianej = zmielonych płatków owsianych

3 łyżki mąki ziemniaczanej

4 łyżki oleju

2 łyżeczki kurkumy

1 łyżeczka gałki muszkatołowej

1 łyżeczka soli

1/2 łyżeczki pieprzu

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Wykonanie

Banany blendujemy z olejem na gładką masę. Do mokrych składników dodajemy przyprawy i resztę składników sypkich. Całość mieszamy do uzyskania gęstej, jednolitej konsystencji. Gotowe ciasto nakładamy łyżką do papilotek  do ok. 3/4 wysokości – najlepiej zaopatrzyć się w silikonowe papilotki, od których upieczone babeczki bardzo łatwo odchodzą. Pieczemy przez 30 minut w 180°C, lub do suchego patyczka. Gotowe!

złocista jaglanka pod owocową kompozycją

Ja na prawdę nie chcę zachwalać, przechwalać, wynosić na piedestał… No dobra chcę. O tej jaglance tubylcy snują legendy przejezdnym, a znani bardowie piszą o niej ballady, które podobno zaczynają być znane w świecie. Złocista jaglanka to śniadaniowy specjał magiczny (takiego określenia użył jeden z gości) od zadań specjalnych, który ze stołu znika szybciej niż się pojawia.

Gdzieś hen daleko za siedmioma górami, za siedmioma dolinami, za siedmioma lasami i siedmioma rzekami, a właściwie na Dolnym Śląsku, w dolinie rzeki Bóbr stała sobie chatka na kurzej stopie, która koniec końców okazała się być radomickim siedliskiem, czyli OchAch! Studio i W Cieniu Słońca. A w tej chatce same dziwy… Wielka kuchnia, wielki piec, do którego wcale nie wrzuca się niegrzecznych dzieci, pełno garów i czar, a w nich bulgocze dziwna substancja i bucha gorąca para niczym z islandzkiego gejzeru. Co tam się wyprawia?! Nic, nic spokojnie to tylko przygotowania do śniadania dla gości.

A co w końcu z tą jaglanką… Gotowaną w czarodziejskim kotle zwanym garnkiem na prawdziwym ogniu zwanym ruskim gazem przez straszną wiedźmę zwaną Marceliną. Jak się później okazuje wcale nie taką straszną, jak ją malują, bo i nawet czasem przepisem się podzieli, czasem podkarmi, podtuczy, wcale nie dlatego, jak mawiają legendy, żeby upiec kogoś na ruszcie i zjeść, bo kuchnię w Radomicach prowadzimy przecież wegetariańską… A i sama wiedźma tak się żywi…

Składniki na ok.3 duże, wypasione talerze

około 1/2 opakowania kaszy jaglanej (opakowanie 500g) (najlepiej bio)

około 500 ml wody/mleka roślinnego (najlepiej migdałowe lub owsiane)

3 łyżki nierafinowanego oleju kokosowego

1 łyżka masła (opcjonalnie dla nieweganów)

3-4 łyżeczki kurkumy

1 łyżeczka imbiru suszonego

1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej

1/3 łyżeczki pieprzu mielonego

1/3 łyżeczki kardamonu

1/3 łyżeczki soli

szczypta chilli

opcjonalnie kilka kropel esencji waniliowej lub ziarenek z laski wanilii

do posłodzenia miód/syrop z agawy/syrop z daktyli/syrop klonowy (wedle smaku)

Do ozdoby ulubione owoce, czekolada, orzechy, bakalie itp.

Wykonanie

W garnku rozgrzewamy olej, wsypujemy kaszę i prażymy tak około 5-6 minut na małym gazie co jakiś czas mieszając. Do płatków dodajemy mieszankę przypraw i bardzo dokładnie mieszamy, tak by przyprawy dotarły do każdego ziarna prosa :). Całość powoli zalewamy gorącą wodą lub mlekiem (ciągle mieszamy) i gotujemy jeszcze przez około 20 minut, do momentu aż osiągniemy nie rozgotowaną, ale kremową konsystencję kaszy. Na koniec słodzimy i co najlepsze stroimy.

Jeśli uznacie, że któraś z powyższych przypraw jest zbyt mocno lub za mało wyrazista, zachęcam do kombinowania i skomponowania własnej, ulubionej proporcji tejże mieszanki. Więcej kurkumy, mniej imbiru,więcej pieprzu, mniej kardamonu, może cynamon? Do wprawy dojdziecie dzięki starej i dobrej metodzie prób i błędów oraz smakowaniu w trakcie gotowania.

Przyznam się bez bicia i nieskromnie, że przyprawy sypię na oko i zawsze wychodzi dobrze. Grunt to nie przesadzić z ilością, gdyż jak powszechnie wiadomo przyprawy korzenne dodane w zbyt dużej ilości nadają goryczkowego posmaku. Nawet gdy do tego dojdzie, hej nie wszystko stracone – miodzik, albo słodki syrop uratują sytuację. Gwarantuję, że ta jaglanka stanie się śniadaniową pozycją obowiązkową, tak jak stało się to w przypadku radomickich gości OchAch’a i WCS 🙂

Smacznego!

deserowe ciasteczka owsiane

Chyba zrobiłam ciastka, które są spełnieniem marzeń wszystkich bezglutenowców, bezlaktozowców, bezcukrowców, bezjajowców i tym podobnych – wiecie o co chodzi.  Jestem przekonana, że typowi zjadacze chleba, glutenu, słodyczy, czy kiełbaski również nie będą zawiedzeni. Te ciasteczka zadowolą po prostu każdego (jakkolwiek by to nie brzmiało). I jakby tego było mało to osiągnięcie takiego efektu wcale nie kosztowało mnie ogromnych nakładów pracy ani czasu, bo z nim ostatnio jest ciężko. Poniższy przepis podobnie jak reszta jest po prostu ekspresowy i prosty jak obsługa cepa, a przy tym zwyczajnie smaczny i na pewno zdrowszy niż ciacha z mark etu.

Może nie jest to jakieś odkrycie, banan i masło orzechowe – wielkie mi halo, ale są pyszne i można nimi nie tylko zaspokoić głód na słodkie, ale też nieźle podjeść, gdy nie bardzo mamy możliwości na spożycie konkretnego posiłku, na przykład w podróży. Serio, sprawdziłam to będąc ostatnio na majówkowym wypadzie w górach. Przekąska idealnie sprawdziła się na dzikim szlaku, gdzie o budzie z zapieksą, czy innym hot – dogiem można zapomnieć, a no i gdy nie bardzo chcemy stołować się w tego typu „lokalach”, czy wpierniczać snikersy. Jedno takie ciasteczko, no może dwa i strzał energetyczny zagwarantowany :).

Polecam, sprawdziłam – Jerzy Zięba.

Eee Marcelina Wilczak raczej, sorki.

 

Składniki na około 10 ciastek :

1,5 szklanki płatków owsianych

2 duże banany

1 tabliczka gorzkiej czekolady (zawartość kakao min. 70%)

5-6 łyżek masła orzechowego

1 szklanka mleka roślinnego / wody

opcjonalnie dodatkowa słodkość 😛 – ksylitol, erytrol, syrop z agawy etc. (tylko dla wybitnych słodziaków)

Piekarnik nagrzewamy do około 160 – 170 C. Ważne jest aby nie była to zbyt wysoka temperatura, ponieważ ciacha się szybko zjarają. Musicie kontrolować sytuację na bieżąco ;). Płatki owsiane wsypujemy do miski i zalewamy gorącą wodą lub mlekiem (ok. 1 szklanki) w celu ich rozmiękczenia. Następnie dodajemy pokrojone banany i rozgniatamy tak oba składniki widelcem do powstania papki – mniej lub bardziej jednorodnej, jest to bez znaczenia. Kolejnym krokiem jest posiekanie na drobne kawałki czekolady, którą dorzucamy do masy ciasteczkowej oraz dodatek masła orzechowego. Słodziaki oczywiście dodają jeszcze dodatkową słodkość jeśli trzeba, w końcu ma smakować, a ja nie lubię się męczyć podczas jedzenia :P. Zawartość miski dokładnie mieszamy. Generalnie konsystencja powinna być gęstsza od masy na placki ziemniaczane – dość zwarta i nierozlewająca się po blasze podczas formowania. Blachę wykładamy papierem do pieczenia, na którą wykładamy łyżką masę i formujemy okrągłe ciasteczka. Ciacha pieczemy około 15 minut. Będzie pysznie, obiecuję. 🙂

 

Słodko-słony fistaszkowiec z masłem orzechowym

Pierwowzorem i inspiracją do powstania tego ciasta był Snickers z przepisu Oli Raduły (Ola Organic), który poznałam podczas warsztatów z pieczenia wegańskich ciast (klik) . Jak widać nauka nie idzie w las, oczywiście nie chwaląc się (hehe), wykombinowałam coś na prawdę pysznego, zdrowego i pożywnego. To ciasto jest bombą kaloryczną, jednak są to kalorie w pełni wartościowe, a nie puste tak jak w przypadku konwencjonalnych ciast. Na dowód czego po zjedzeniu jednego kawałka poczujesz się po prostu najedzony, a chęć na słodkie mija, a nie się wzmaga. Kiedy zaserwowałam to ciasto w niedzielę w ramach poobiedniego deseru do kawy wszyscy zjedli tylko po małym kawałku ponieważ było ono tak sycące. Następnego dnia zastąpiło ono moje drugie śniadanie, szaleństwo co? Ciasto na drugie śniadanie, kto to słyszał. A jednak dzięki bogatemu spodowi, treściwej masie z kaszy jaglanej i mleka kokosowego oraz masłu orzechowemu jeden mały kawałek może dodać kopa na długi czas. Co jest niezwykle istotne podczas mroźnych grudniowych dni aby nasze brzuchy miały dobrej jakości paliwo do wytworzenia energii i ciepełka 🙂 . Musicie koniecznie go spróbować. Dodając korzenne przyprawy nadacie mu akcentu zimowego, świątecznego. Dodatkowo zachęcam Was do kupienia paczki niesolonych orzeszków ziemnych i samemu wykonać 100% masło orzechowe, które jest banalnie proste i szybie, jednak wymaga dostępu do blendera lub młynka kawowego o dużej mocy, jak większość moich przepisów. Dzięki temu unikniecie spożywania zupełnie niepotrzebnych dodatków do żywności w postaci oleju palmowego, syropu glukozowego czy cukru, które kryją się w dostępnych na półkach sklepowych tańszych masłach orzechowych o słabej jakości, często mają one mniej niż 70% orzeszków. Zawsze czytajcie składy, resztę wskazówek znajdziecie poniżej w przepisie. Do dzieła!

Popołudniowa kawa z kawałkiem ciasta nigdy wcześniej nie była tak smakowita… 🙂

fistaszkowiec z masłem orzechowym

Składniki na blaszkę 30×25 cm

Spód:

  • 3 łyżki mąki ryżowej
  • 3 łyżki mąki kokosowej
  • 2 łyżki siemienia lnianego mielonego
  • 1 łyżka ziaren siemienia lnianego
  • 4 łyżki fistaszków (orzeszków ziemnych)
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • około 150-200 ml wody

Krem jaglany:

  • 200 g / 2 torebki kaszy jaglanej
  • 400 ml puszka mleczka kokosowego (stała, gęsta część)
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 4 łyżki ksylitolu
  • kilka szczypt gałki muszkatołowej
  • 1 łyżka skrobi ziemniaczanej

Warstwa masła orzechowego (składniki na domowe masło orzechowe):

  • 1 szklanka fistaszków
  • 1 łyżka oleju rzepakowego
  • parę szczypt soli himalajskiej
  • gałka muszkatołowa
  • imbir mielony

Polewa:

  • 1 czekolada (wedle uznania mleczna lub gorzka)
  • 3-4 łyżki masła orzechowego (najlepiej domowe)
  • parę szczypt soli himalajskiej do posypania

Wykonanie

Spód

Piekarnik rozgrzewamy do 180°C. Wszystkie sypkie produkty wkładamy do miski, dodajemy olej kokosowy i wodę. Następnie dokładnie mieszamy, jeśli masa jest zbyt sucha wlewamy więcej wody i blendujemy na gładką masę, która powinna być gliniasta i zwarta, aczkolwiek lekko wilgotna. Ciastem wyklejamy dno blaszki, ugniatamy, tak by tworzyło jednolitą warstwę. Pieczemy prze około 10-15 minut, do momentu, aż spód będzie zwarty, lekko zarumieniony, ale niezupełnie twardy. Odstawiamy do wystygnięcia. W międzyczasie oczywiście przygotowujemy resztę części ciasta.

Krem jaglany

Kaszę jaglaną gotujemy na mleku roślinnym lub wodzie, radzę lekko ją rozgotować, wtedy zblenduje się na gładszy krem. Następnie dodajemy do niej gęstą część mleczka kokosowego, łyżkę oleju kokosowego, ksylitol lub inne ulubione słodziwo, gałkę muszkatołową oraz łyżkę skrobi (dzięki niej krem będzie zwarty). Wszystko blendujemy, radzę uzbroić się w cierpliwość i dość długo miksować składniki, aby masa była jednolita i bardzo kremowa, wtedy będzie na prawdę pyszna.

Masło orzechowe

Jeśli nie macie odpowiednio silnego blendera lub młynka do kawy możecie użyć gotowego masła orzechowego ze słoika, jednak pamiętajcie by wybierać produkty, które w składzie zawierają same orzeszki, ewentualnie olej (ale nie palmowy!) i sól. Niestety na rynku większość maseł orzechowych pozostawia wiele do życzenia i są napakowane wieloma zbędnymi substancjami dlatego ja zawsze mam w szafce paczkę niesolonych fistaszków, z których blenduję domowe masełko. Nic prostszego, wystarczy tylko zmielić orzeszki z dodatkiem łyżki oleju rzepakowego w blenderze kielichowym, młynku do kawy, lub zwykłym blenderem ręcznym. W zależności od mocy blendera należy blendować około 5-10 minut do uzyskania konsystencji masła. Zachęcam Was wszystkich do robienia domowego produktu, jest o niebo lepszy niż ten kupny.

Polewa

W kąpieli wodnej z odrobiną mleka roślinnego lub wody rozpuszczamy czekoladę, którą na końcu polewamy ciasto. Dokładamy parę łyżek masła orzechowego, aby stworzyć mozaiki i ciekawy wygląd ciacha.

 

Ostygnięty spód smarujemy warstwą masła orzechowego, posypujemy całość paroma szczyptami gałki muszkatołowej i imbiru, które podrasują naszego fistaszkowca. Następnie wylewamy krem jaglany, a na samym końcu polewamy płynną czekoladą i dodatkowym masłem orzechowym, na wierz sypiemy orzeszki do ozdoby i posypujemy szczyptą soli himalajskiej. Teraz czas na leżakowanie, niestety ciacho musi przespać się parę godzin w lodówce, aby było idealnej konsystencji i łatwe do krojenia. Jak ja dałam radę wytrzymać to Wy też. 😉

Gotowe! Wiecie co? To wcale nie jest takie ciężkie jak się wydaje! No i ten smak… Bajka.

fistaszkowiec z masłem orzechowym

domowe batony pomarańczowo- korzenne

Kto mi powie, do jasnej, kiedy przyszedł ten grudzień? Przecież niedawno był 1 listopada. Ja protestuję, nie jestem przygotowana na świąteczny szał, chyba nigdy nie byłam. I jak co roku kombinuję, jakby tu wprowadzić się w nienachalny, subtelny, rozgrzewający Gwiazdkowy klimacik, a nie wkur.. denerwujący, bombardujący z każdej strony, last krysmas aj gejw ju maj hart ol aj łont for krysmas is Marian Carey proszę ucisz się już, komercyjny szał, od którego wręcz uciekam. Uciekam głęboko pod kocyk, albo do kuchni, bo to właśnie w tych miejscach, w domowym zaciszu możemy tworzyć swoją własną, nienarzuconą przez żadnych cwanych marketingowców wizję spędzania, celebrowania czasu przedświątecznego. Słuchajcie, warto ten czas spędzić w kuchni. Od kuchni wszystko się zaczyna, bo co nam po tych wszystkich lampeczkach i bombeczkach, kiedy nie ma zapachu świąt w domu?

Czym dla Was pachną święta? Dla mnie mają całą gamę zapachów, od słodkich, po wytrawne, ale na początek wybrałam połączenie pomarańczy i przyprawy piernikowej. Dlatego ostatnio wyczarowałam coś bardzo świątecznego i praktycznego zarazem. Domowe pomarańczowe batoniki korzenne, które okazały się być wspaniałym preludium Mikołajowym. Te batony to kawałek świątecznego grudnia, który możecie zabrać ze sobą na uczelnię, do pracy, spałaszować stojąc w korku podczas godzin szczytu, kiedy w samochodowym radio leci to całe Last Christmas, lub podarować je komuś bliskiemu w ramach Mikołajkowego drobnego upominku i sprawić uśmiech na jego twarzy. Wiecie, że nawet najdrobniejsze, ale własnoręczne podarki są najbardziej wartościowe? A najbardziej te zdrowe, bo oprócz samego fizycznego prezentu zawierają garść poświęconego czasu, pół kostki pamięci oraz szczyptę troski i zaangażowania.

Klimat Świąteczny jest ukryty w najdrobniejszych szczegółach, nie tylko w galerii handlowej. 🙂

Zachęcam Was bardzo mocno do wykonania własnych batoników i wymyślenia ciekawych opakowań.

Składniki (na około 8 batoników)

  • 1 szklanka daktyli
  • 2 łyżki siemienia lnianego mielonego
  • 3 łyżki mąki jaglanej
  • 3 łyżki mąki ryżowej
  • 2 łyżki płatków migdałów
  • 2 łyżki orzechów włoskich
  • 1-2 łyżki miodu/syropu z agawy lub innego dowolnego słodziwa
  • Skórka otarta z 1 „bio” pomarańczy
  • Sok z połowy pomarańczy
  • 4-5 goździków
  • 4-5 ziarenek ziela angielskiego (lub kilka szczypt już zmielonego ziela)
  • 1/3 łyżeczki cynamonu
  • 1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/3 łyżeczki imbiru
  • kilka szczypt soli himalajskiej
  • opcjonalnie połowa tabliczki gorzkiej czekolady min. 70% zawartości kakao

Wykonanie

Daktyle wkładamy do większej miski, zalewamy ciepłą wodą (około 250 ml) i moczymy do chwili aż zmiękną. Nie wylewajcie wody, później zblendujemy ją razem z daktylami na gładką masę, ale najpierw zetrzemy skórkę z pomarańczy na tarce.

Uwaga ważne! Konieczne jest wcześniejsze wyparzenie wrzątkiem i umycie pomarańczy szczoteczką pod ciepłą wodą. Najlepiej, żeby była to pomarańcza z etykietą „bio” z ekologicznych upraw, gdyż tylko skórka z cytrusów posiadających to oznaczenie nadaje się do spożycia wg wytycznych UE. Jak wiemy egzotyczne owoce transportowane są z daleka, co niestety wymaga odpowiedniej konserwacji za pomocą środków chemicznych, tak aby przetrwały tysiące kilometrów w kontenerach i dotarły do nas niezepsute.  Dlatego musimy postarać się o to aby z ich powierzchni zmyć jak najdokładniej chemikalia. Jest taki grzybobójczy związek, bardzo szkodliwy dla organizmu, o dźwięcznej nazwie imazalil, którego jednak nie da się całkowicie usunąć z powierzchni pomarańczy, dlatego tak istotne jest używanie skórki z pomarańczy niepryskanej. Jeśli macie dostęp do produktu gotowego, bio skórki paczkowanej – super, jeden problem z głowy (można taką nabyć w internetowych sklepach ze zdrową żywnością). Jeśli nie chcecie w ogóle dawać skórki, możecie wycisnąć sok z całej pomarańczy, aromat będzie jednak mniej intensywny niż w przypadku użycia skórki. Wybór należy do każdego z nas. 🙂

Do zmiksowanej, gładkiej masy daktylowej dodajemy startą skórkę oraz świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy. Następnie dosypujemy mąki, mielony len, dodajemy płatki migdałowe, pokruszone orzechy włoskie i drobno posiekaną czekoladę. Goździki i ziele angielskie ucieramy w moździerzu, łączymy z resztą korzennych przypraw i dorzucamy do miski. Wszystko dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej, dość zwartej konsystencji, jeśli masa wydaje się Wam zbyt twarda i niepodatna polecam dolać dodatkowo wody. Jeśli uważacie, że ciasto jest wystarczająco słodkie od daktyli nie musicie dosładzać. Ilość dodanego słodziwa jest zawsze kwestią względna, ja dodałam dodatkowo łyżkę miodu ze względu na goryczkowaty posmak korzennych dodatków.

masa daktylowa

Masę wylewamy na blaszkę wyłożoną pergaminem tworząc prostokąt o około 1,5 cm grubości jak na załączonym zdjęciu. Pieczemy w 180°C przez około 20 minut. Uwaga, żeby nie zjarać spodu! Po ostygnięciu kroimy w prostokąty i domowe pomarańczowe batoniki korzenne gotowe!

Smacznego i wesołych Mikołajek!

Z przytupem wchodzimy w Gwiazdkowy czas!