Follow Us

Copyright 2017 | Softset

malinowe smoothie bowl

Tęsknię za latem. Szczególnie zatęskniłam w ostatnich dniach, kiedy zmęczona i przepracowana wyczekiwałam weekendu majowego. Ukochanego wolnego wszystkich polaków, polaków grillujących, polaków pijących, polaków imprezujących. A on spłatał nam wszystkim niemałego figla i mimo tego, że słoneczny, był niczym Wielkanoc w marcu – zupełne rozczarowujący, bo zdradliwy i zimny. Skurczybyk.

I wracałam w poniedziałek zmarźnięta do jeszcze zimniejszej Gdyni, w kołyszącej się na tym cholernym wietrze Fieście. Przy maksymalnej prędkości osiemdziesiąt pięć (poza terenem oczywiście) mijałam nie tylko panie grzybiarki bez grzybów w Waćmirku (kto jeździ, ten wie), ale i stragany na starej Berlince z napisem TRUSKAWKI, ZIEMNIAKI I BORÓWKI. I ja się pytam – serio? Truskawki na początku maja, po zarąbiście zimnym kwietniu. Język do d. ucieka, bo się chce bo zimie wszystkiego co jagodowe… Bo banany już gonią w nocnych koszmarach… Bo jabłka przetrenowane od ligola po antonówkę już nudne… Bo na mango na koniec miesiąca brakuje, a tu truskaweczka… Piękna, czerwona.

„- Polska, pani, pewno, nasza uprawiana, w foliji, piętnaście za kilogram.”. Dziękuję ale nie. Jeszcze wolę kupić mrożoną chociażby w markecie. A dlaczego? Otóż sezon na truskawki trwa od czerwca do około połowy lipca. Wtedy i tylko wtedy je kupuję, to samo tyczy się innych sezonowych warzyw i owoców. Chyba, że chcę mieć pokrzywkę, albo wysypkę na plecach, ale jeszcze mnie tak nie pogrzało. W innych okresach czasu na rynku możemy spotkać truskawki hiszpańskie, czy marokańskie, oraz oczywiście szklarniowe, jeśli mamy farta i sprzedawca nas nie blefuje, cwaniak jakiś. Ale tych jest garstka i kosztują krocie.

Ani Hiszpania, ani Maroko to nie pobliskie polskie województwa, z których transport trwałby w porywach kilka godzin do jednego dnia. I tu zaczyna się cała historia, o której można napisać poemat epicki trzynstozgłoskowcem na przykład. Transport takiego produktu, to cały złożony proces logistyczny, który ma na celu dostarczenie nam całego, spełniającego normy owocu.

Mając na uwadze fakt, jak krótko wytrzymują takie wodniste sezonowe owoce w naszych lodówkach, często włącza nam się kreatywność i na letnie obiadki serwujemy słodkie pyszności jak makarony, pierogi z owocami, deserowe koktalje, czy kompoty, aby wygrać kupiony w nadmiarze (!) produkt. Produkt, o który walczą z nami mikroorganizmy (głównie pleśnie) uwielbiające soczyste malinki, czy truskawki. Dodatkowo wewnątrz każdego takiego owocu zachodzą liczne przemiany biochemiczne, które również prowadzą do dojrzewania, przejrzewania i w rezultacie psucia. Dlatego właśnie, taki zagraniczny owoc niestety nie dojrzewa w słońcu słonecznej Espanii, a w kontenerze pod warstwą tzw. „chemii”.

A jak smakuje taki zakazany owoc poza sezonem? Wodnisty, twardy i papierowy, jednym słowem smakuje jak rozczarowanie. Można wrzucić go do jednego worka z Wielkanocą w marcu, zimnym weekendem majowym i rodzynkami w serniku.

Nie, dziękuję.

Dlaczego mrożone owoce są lepszą alternatywą dla tych dziwnych poza sezonem?

Zamrażanie polega na obniżeniu temperatury produktu do -18°C w celu zahamowania procesów chemicznych i biologicznych. Gwarantuje nam to właściwe utrwalenie owocu i sprawia, że możemy zajadajć się zmiksowanymi i zamrożonymi w lipcu truskawkami na przykład podczas jesiennej chandry, pod kocysiem z netflixem. Jest to najmniej inwazyjna metoda utrwalania żywności, szczególnie produktów roślinnych, ponieważ nie wpływa ona w znacznym stopniu na utratę cennych składników odżywczych takich jak witaminy, czy barwniki, które już podczas stosowania metod polegających na użyciu wyższej temperatury rozpadają się. Nie chcę wchodzić w głębszą analizę, taka jak śmierć komórkowa, aktywność wody itp. bo to katorga, ale wnioski z tego krótkiego wywodu są dwa:

Idę po mrożone z zeszłego roku, albo wybiegam w przyszłość i mrożę sam na czarną godzinę. A dwa to cierpliwość – czekam i kupuję je w odpowiednim dla danego produktu czasie.

Jak zrobić pyszne malinowe smoothie bowl w 5 minut nawet poza sezonem poniżej 🙂

malinowe smoothie bowl

Składniki na około 3 miseczki (po 250 ml)

2 garści świeżych (sezonowych!) lub mrożonych malin / truskawek

1 banan

3 łyżki płatków owsianych

2 szklanki mleka kokosowego (lub innego)

1 łyżka oleju kokosowego nierafinowanego

szczypta soli

Wykonanie

  1. Wszystkie składniki wkładamy do blendera i miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji.
  2. Dla lepszego „instagramowego” efektu ozdabiamy nasze smoothie użytymi składnikami, które możemy zostawić w niewielkiej ilości przed zbelndowaniem. Technika dowolna!

Gotowe!

koktajl Śliwka w czekoladzie z avocado

Czas zapomnieć o rozpustnej i niemoralnej świątecznej wyżerce, bo po niej zawsze mam rozwalony system. Na serniczek i śledzie pod pierzynką nie mogę już patrzeć, więc najwyższa pora aby wrócić do swoich właściwych nawyków żywieniowych i trochę odciążyć ten nieszczęsny, wymordowany żołądek. Nie wiem jak Wy, ale ja po takich jedzeniowych maratonach czuję się jak bym przytyła z 10kg, brzuch odstaje, jest ciężki jakbym pochłonęła worek kamieni chociaż waga pokazuje tylko 1 ewentualnie 2 kg na plusie, niemniej jednak samopoczucie nie jest najlepsze. „Dlaczego ja sobie to robię?” – co roku pojawia się to samo pytanie, chociaż u mnie w domu Święta w tym domu były wyjątkowo minimalistyczne – pół balkonu zawalone jedzeniem, a nie cały. Jest postęp, co nie? Dlatego dzisiaj na śniadanie miałam ochotę zjeść coś lekkiego, a zarazem pożywnego, coś co da mi energię na długie godziny.

Po przebudzeniu, nieco zaspana jeszcze, jednak już myśląca co tu by opitolić, wyruszyłam na mały wypad do lodówki w poszukiwaniu „normalnego” jedzenia. Według mnie najlepszym posiłkiem nieobciążającym żołądek są dania płynne jak zupy, puddingi, smoothie, czy koktajl e, dlatego już wiedziałam, że na pewno z rana będzie głośne miksowanie (oby mama już nie spała). Po drodze natrafiłam na pachnące jeszcze resztkami Gwiazdki orzechy laskowe i suszone śliwki – bingo! Domowe historie głoszą, że śliwki dobrze działają na pracę jelit, do tego zawierają dużo błonnika, co mogłoby pomóc z uregulowaniem skaczącego cukru po tych wszystkich pierniczko – serniczko – makowcach, no i są dość kaloryczne co zapewni dobre paliwo z rana. W lodówce między słoikami ze śledziami po kaszubsku, sałatką warzywną i rybą po grecku ukazało się zielone, dojrzałe, zapomniane avocado a obok otwarty kartonik z mleczkiem kokosowym. To chyba był znak z góry, że czas najwyższy się opanować. Patrząc na moje zdobycze urodził się pomysł na super gęsty, kremowy i sycący śliwkowy koktajl czekoladowy (o ironio bez czekolady) z nutą orzechową. Proszę Państwa, tak – wracamy do zdrowej gry!

koktajl

Składniki na 2-3 szklanki koktajl u

  • 1/2 avocado
  • garść śliwek suszonych (około 20-25)
  • mała garść orzeszków laskowych (około 20)
  • 1 szklanka (250ml) mleka kokosowego (rzadkiego, może być rozwodnione wodą)
  • ok. 1/2 szklanki wody (w zależności od upodobań co do konsystencji)
  • 1 płaska łyżka kakao
  • parę szczypt cynamonu
  • opcjonalnie dla osób nielubiących smaku avocado można dodać kawałek banana, który go zniweluje

Wykonanie

Avocado kroimy na pół, wyciągamy pestkę, obieramy ze skórki, bądź wydrążamy środek łyżką jeśli jest na tyle miękkie (dojrzałe), drugą połówkę polewamy sokiem z cytryny (aby nie zaczerniała) i chowamy do lodówki. Wszystkie składniki wrzucamy do blendera kielichowego, bądź do miski jeśli używamy blendera ręcznego i miksujemy na gładką masę, dodając wedle uznania wodę i mleko kokosowe.

Koktajl gotowy!

P.S. Ja osobiście lubię gęste koktajl e, więc dodaję małe ilości wody, czy mleka. To ile płynów dolejecie zależy tylko i wyłącznie od Was. Pamiętajcie jednak, że im więcej wody tym mniej intensywny smak. Smacznego! 🙂

 

koktajl