Faszerowany bakłażan (trochę) po meksykańsku

Psianka podłużna, oberżyna, gruszka miłosna, bakman, jajko krzewiaste, nie to nie są nowe wymyśne, egzotyczne super foods, to są po prostu inne nazwy tego wypchanego warzywa na załączonym obrazku, którym nawet nie jest. Tak kochani, po wielu latach nauki biologii rozszerzonej obligatoryjnie w liceum, czy czysto hobbystycznie ze wspaniałych książek o wdzięcznych, mrożących (co niektórych) krew w żyłach Biologia Villee’go, czy Biologia Campbella można dojść do wniosku, że tak na prawdę warzywa nie istnieją. Natomiast istnieją na przykład bulwy, korzenie, czy wreszcie jagody, do których należy ten tajemniczy owoc potocznie nazywany bakłażanem.

Na surowo ni to on pachnący, ni zjadliwy, trochę gumiasty, czasem gorzkawy, ale w odpowiednim towarzystwie odkrywa swoje prawdziwe oblicze i okazuje się być całkiem fajnym kolesiem, lub kolesiówą – jeśli mowa o kobitce oberżynie, coby żodyn się nie obraził.

Powiem Wam w tajemnicy (w sumie to żadna tajemnica, ale kusząco to brzmi), że blogując, nawet wstawiając co jakiś czas amatorskie przepisy kulinarne, można dowiedzieć się o sobie mniej, lub bardziej ciekawych rzeczy, które to owe blogowanie obnaża. Ja na przykład dowiedziałam się o sobie, że mam jakąś manię wypychania, lub faszerowania jak kto woli, może bardziej subtelnie to brzmi. Wypchałam już jarmużem dynię (tu), wypchałam kurkami paprykę (tu), teraz wypycham kukurydzą bakłażana. Co następne? Tak wiem, brzmi to co najmniej dziwnie, ale tylko brzmi. Jak na moje to takie wypychanie w efektach wychodzi całkiem nieźle. Efekt jest? – Jest. Pomysł jest? – Jest. Smak jest? – Jest. Pełny brzucho jest? – Jest. Z resztą sami się przekonajcie i do garów (ale nie na długo, bo wszystkie moje przepisy nie bałamucą cennego czasu w kuchni). Faszerujmy ile wlezie!faszerowany bakłażan

Składniki na 4 porcje

2 bakłażany

dobrej jakości olej

faszerowany bakłażan

Farsz

1 woreczek (100g) kaszy orkiszowej / komosy ryżowej quinoa

2 duże pomidory obrane ze skóry

1-2 czerwone cebule

1 puszka kukurydzy

Miąższ z upieczonych bakłażanów

2 ząbki czosnku

świeża kolendra

sól, pieprz

Przygotowanie

faszerowany bakłażan

Piekarnik nagrzewamy do 200°C, bakłażany myjemy, kroimy na

pół, pokrapiamy olejem, zawijamy w folię aluminiową i pieczemy przez około 20-30 minut do zmięknięcia miąższu. Kaszę gotujemy według przepisu na pudełku. W międzyczasie podsmażamy na dużej patelni pokrojoną w pióra cebulę (aż się zeszkli, można posypać solą), następnie dodajemy pokrojone w kostkę pomidory bez skórki i czosnek. Dusimy tak przez chwilę, po czym dodajemy odcedzoną kukurydzę i smażymy bez przykrywki w celu odparowania nadmiaru wody z pomidorów. Kiedy kasza się ugotuje dodajemy ją do usmażonych warzyw. Następnie bardzo ostrożnie wyciągamy miąższ z bakłażanów, tak aby nie uszkodzić skórki, najlepiej do tego użyć drewnianej łyżki i dorzucamy go do farszu na patelni. Całość solimy, pieprzymy i dokładnie mieszamy. Tak przygotowanym farszem napełniamy bakłażany, które na końcu przyozdabiamy poszatkowanymi świeżymi liśćmi kolendry.

 

Smacznego!

faszerowany bakłażan

Nadziana paryka z kurkami w stylu zero waste

Znacie tą presję i wyścig z czasem, kiedy to więdną Wam warzywa w zawrotnym tempie, no i zawartość zamrażarki również woła o natychmiastowe opróżnienie? Tak, ja też to znam. Ja to bardzo dobrze rozumiem. Dlatego zainspirowana prozą życia i codziennymi dylematami matki nie, ale polki gotującej – „wyrzucić, czy reanimować?” zawsze wybieram próbę ratunku.

Mimo wszelkich przeciwności losu po dłuuugiej i wstydliwej przerwie przygotowałam kolejny przepis, ale nie byle jaki przepis, bo ratujący żywot papryki przed trafieniem do śmietnika. Aromatyczna, sycąca potrawa z małym akcentem leśnym w postaci kurek, które cierpliwie czekały od września w zamrażarce na taki moment jak ten. Papryka – bidulka była już trochę poturbowana, zwiędła i pomarszczona przed nadzianiem, dlatego wybaczcie jej niewyjściowy wygląd, ale przepis jest przecież inspirowany duchem „zero waste”, czy nie wyrzucamy, nie marnujemy, tylko wy-ko-rzy-stu-je-my! No to jemy!

Składniki na 2 porcje:

2 papryki (mogą być zwiędłe jak w moim przypadku, i tak będzie pysznie)

1 – 1,5 szklanki zielonej soczewicy

kilka garści kurek lub innych dowolnych grzybów

1 cebula

pół łyżeczki suszonego estragonu

pół łyżeczki suszonego tymianku

sól, pieprz wedle gustu

Ser pleśniowy na wierzch (wiadomo, że osoby niespożywające nabiału pomijają)

olej do smażenia

Wykonanie:

Soczewicę gotujemy w osolonej wodzie do miękkości (zielona gotuje się dość długo, patrzcie jaki jest zalecany czas na opakowaniu), na patelni rozgrzewamy olej, na którym zeszklimy cebulkę wcześniej pokrojoną cebulkę, następnie dodajemy kurki lub inne dowolne grzyby.

Całość dusimy. Piekarnik nagrzewamy do 180 °C. Jeśli grzyby będą już miękkie dorzucamy ugotowaną soczewicę, solimy, pieprzymy i smażymy jeszcze rzez chwilę. W moździerzu ucieramy tymianek z estragonem, który dodajemy pod koniec smażenia. Pamiętajcie aby czas między ucieraniem a dodaniem ziół do farszu był jak najkrótszy, ponieważ chcemy uniknąć ulatniania się aromatu uwolnionego z utartej przyprawy. Jeśli farsz jest gotowy możemy przystąpić do nadziewania papryk, którym wcześniej obcinamy górę i oczyszczamy wnętrze z nasion. Napełnione warzywa wstawiamy do piekarnika na o

koło 30-40 minut, do momentu aż zmiękną. Ser posypujemy przed włożeniem do piekarnika jeśli lubicie mocno podpieczony, albo chwilę przed wyjęciem ich z pieca – wedle gustu. Gotowe! Można jeść!

Potrawa jest na prawdę banalna i szybka w wykonaniu, a potrafi nasycić nas na kilka dobrych godzin.

Możecie zostawić odkrojone „kapelusiki” z łodyżką i założyć je nadzianym już papryką, efekt będzie uroczy, często tak robię, ale tym razem zapomniałam. Roztrzepana jak zawsze.

szybka sałatka z brokułem i batatem najlepsza na wszystko

Co przychodzi Wam do głowy kiedy słyszycie hasło „sałatka”? Warzywna z całym słoikiem kieleckiego czy tam pomorskiego? Tuńczyk z ryżem, ananasem i kukurydzą, plus oczywiście słoik majonezu? Czy może jeszcze inne klasyki, które jak wszyscy doskonale wiemy są najczęstszym powodem niestrawności i złego samopoczucia na dzień po dobrej imprezie (hehe, jeśli wiesz co mam na myśli). I pewnie byłoby w tym sporo prawdy, gdyby nie mały fakt, że od imprezowych sałatek jednak kaca się nie ma, nazywajmy rzeczy po imieniu (a piątek, piąteczek i „łykend” za pasem). Do czego zmierzam? A no do tego, że każdy mit ma w sobie małe ziarenko prawdy. Przecież w tak starym, wyświechtanym jak świat żarciku o szkodliwych sałatkach na zakrapianych spotkaniach musi coś być. Dlaczego nie zrzucamy wszystkiego na schabowe, albo mielone tylko akurat na groszek w jarzynowej? No właśnie. Ja często tak mam, że nasza ulubiona, przejedzona i zmechacona jak stary sweter za trzy dychy na promo z „Haędemu” krajowa warzywna po prostu leży mi godzinami na żołądku i ni ciula nie pomagają wtedy żadne herbatki ziołowe, kadzidełka, nacieranie brzucha błotem, tańce plemienne czy inne szamańskie rytuały. Po prostu jest dla mnie zbyt ciężka i strawienie jej zajmuje długie godziny – życie, nie ma „letko”. Dlatego właśnie kombinuję z różnymi innymi, bardziej przyjaznymi dla układu trawiennego kompozycjami, które zarówno są sycące i łatwostrawne, a po ich zjedzeniu brzuch wygląda raczej normalnie a nie jak przy dwudziestomiesięcznej słoniowej ciąży (nie chcę obrazić słoni, tylko nadać dramatyzmu sytuacji). 

Wiecie jak to jest kiedy człowiek się stara, szuka czegoś kunsztownego, nad wyraz oryginalnego, wymyśla na siłę, bo na insta koniecznie musi być ładne jedzonko, bo chce się wykazać, ma ambicje, to nic z tego nie będzie, czapa. Miałam tak ostatnio z takim jednym przepisem, drogi, trudny, „wiecie czego” nie urywał no i właśnie czapa. A  ja wychodzę do Was z przepisem sprawdzonym, banalnym w przygotowaniu, zrobionym z łatwo dostępnych produktów, które niemniej jednak są świeże, ciekawe i oryginalne w smaku, a do tego super zdrowe i kolorowe – o kolorki w tym pochmurnym okresie musimy dbać! Tak jak wspominałam w hummusowym poście (o tutaj).

Ta sałatka z brokułem i batatem, jest moim i będzie Twoim nowym hitem! Serio mówię, a przygotowałam ich już dosyć sporo jak na swoje krótkie 21 letnie życie. Zabieram ją w pudełku na uczelnię, wcinam na śniadanie, na kolację, kiedy dopadnie mnie mini głodek, albo ten większy. Robię jeśli mam niezapowiedzianych gości, bo jest szybka i łatwa (ostatnio z jarzynówką paprałam się chyba z półtora godziny przed „Wszystkich Świętych” – nigdy więcej). Oczywiście stworzona na tak zwanym momencie z tego co akurat było pod ręką – mój klucz do udanego dania. Bardziej chyba wychodzi mi spontaniczne działanie niż zaplanowane, nie czuć wtedy presji.

Dlatego tu i teraz ZACHĘCAM wszystkich miłośników sałatek klasycznych, majonezu i kurczaka, hejterów sałatek, hejterów warzyw, a w szczególności batatów oraz tych którzy w sałatkach i lunch box’ach są zakochani, do wypróbowania tego przepisu, bo wyrwie Was z klapek. Dziękuję. Koniec.

Składniki na miskę sałatki

1 brokuł (ok. 500g)

1 duży batat, bądź 2 mniejsze (ok. 400g)

1 woreczek / 100 g / ok. pół szklanki kaszy jaglanej

1/2 dużej puszki kukurydzy lub 1 mała

3 łyżki słonecznika

1 mała czerwona cebula

Mały pęczek kolendry

3-4 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno

2-3 łyżki octu winnego

Pieprz mielony i gruboziarnisty (ten drugi możesz pominąć, jeśli nie masz)

Sól

sałatka z brokułem i batatem

Sałatka z brokułem i batatem

Wykonanie

Na małym gazie, w osolonej wodzie gotujemy kaszę jaglaną (pod przykryciem, nie mieszamy podczas gotowania). Brokuła dzielimy na małe różyczki, batata obieramy, i kroimy w dość drobną kostkę. Pamiętajcie aby opłukać je wodą! Tak przygotowane, lekko osolone warzywa gotujemy pod przykryciem na parze – pierwsze wrzucamy bataty, a po 5ciu minutach dodajemy brokuła, następnie czekamy do chwili aż oba składniki zmiękną (około 10 minut). Cebulę obieramy, kroimy na cienkie krążki, które moczymy w occie winnym w celu nasiąknięcia aromatem – mówię Wam to jest sekret tej sałatki 🙂 . Słonecznik prażymy na patelni, lepiej nie ustawiać dużego gazu, co jakiś czas mieszamy, uważajcie aby wychwycić ten moment, w którym ziarna są pięknie złociste, a nie ciemnobrązowe, lub już nawet czarne, czuć wtedy smak spalenizny. Teraz komponujemy sałatkę. Ostudzoną kaszę mieszamy z olejem, pieprzem, kolendrą, kukurydzą i cebulą, dodajemy chłodnego batata i brokuł, następnie posypujemy całość prażonym słonecznikiem i pieprzem gruboziarnistym, jeśli sałatka wydaje się Wam za sucha dolejcie więcej oleju. Wasza szybka sałatka z brokułem i batatem jest już gotowa. Widelce w dłoń.

Smacznego i na zdrowie!

sałatka z brokułem i batatem

Marchewkowe wegeburgery na wilczy apetyt

Trochę się sfrajerowałam pisząc teraz tego posta, bo jestem bardzo głodna, a nie może być tak, że szewc bez butów chodzi, więc dzisiaj krótko, zwięźle i na temat. Sytuacja pogodowa robi się coraz poważniejsza – po sobie już czuję, że na paru warzywkach i sałateczkach w ciągu dnia daleko już nie pojadę, więc trzeba zadbać o konkretne paliwo na nadchodzący sezon chłodu i… głodu? Głodu nie, o nie, nie . Na pewno nie z takim przepisem, który zaraz będziecie obczajać. Nie jem jak wróbelek tylko bardziej jak stado wróbli, czy tam wron, whatever, ale wciągnęłam taką jedną bułę z konkret kotletem i wymiękłam – naszamałam się po same uszy.

Dobra teraz bez żartów,  sama spadam do kuchni robić te burgery albo cokolwiek co wpadnie mi w łapy. Może sobie coś w nich zmodyfikuje, w końcu nie lubimy się ograniczać, bo te też wymyśliłam na szybko z tego co było akurat pod ręką. A, że akurat okazały się być smakowym strzałem w dziesiątkę postanowiłam podzielić się tym (oczywiście) prostym przepisem.

Z czystym sumieniem powiadam Wam – jeśli chcecie coś zjeść i porządnie się najeść to bierzcie, korzystajcie z tego wszyscy!

 

Marchewkowe wegeburgery

Składniki (na około 6 kotlecików, albo 3-4 większe kotleciory)

4 upieczone średnie marchewki

1 mała czerwona cebulakotlety marchewkowe

1 ząbek czosnku

1/2 szklanki suchego kuskusu (około 3/4 szklanki namoczonego)

1/2 szklanki ciecierzycy z puszki

2 łyżki stołowe mielonego lnu

2-3 łyżki oleju

1 łyżeczka papryki wędzonej

1 łyżeczka przyprawy „masala” (ja dałam garam masala)

1 łyżeczka curry

sól

pieprz

oliwa

Składniki do przygotowania burgerów

Ulubione bułki (nie polecam typowo hamburgerowych ze sklepu bo ich skład pozostawia wiele do życzenia)

Kilka liści sałaty (może być masłowa, lodowa, roszponka, bądź rukola, ja akurat miałam świeże pędy groszku i młody jęczmień)

Pomidor

Świeży ogórek

Dobrej jakości ketchup

Musztarda (fajnie pasuje francuska)

(Opcjonalnie zamiast musztardy, lub ketchupu bułki możecie posmarować hummusem na przykład „tym” i dodatkowo polać oliwą)

Wykonanie:

Kotlety

Marchewki pieczemy w 200°C przez około 20-25 minut do miękkości. Kuskus zalewamy gorącą, osoloną wodą. Na jedną szklankę kuskusu potrzebujemy 1 i 1/2 szklanki wrzątku (możecie przygotować też w proporcji proponowanej na opakowaniu). Trzymamy pod przykryciem przez około 5-7 minut w celu wsiąknięcia płynu. Cebulę obieramy i siekamy bardzo drobno – możemy zostawić parę krążków jako późniejszy dodatek do burgerów. Kiedy marchewki już się upieką kroimy je w części i wkładamy do miski, do której dorzucamy gotowy kuskus, ciecierzycę, cebulę, ząbek czosnku, len, olej oraz przyprawy. Zaletą bezmięsnych burgerów jest to, że bez obrzydzenia i ryzyka możemy próbować farsz, jeśli czegoś Wam brakuje dodajcie innych ulubionych przypraw 🙂 . Wszystko blendujemy na gładką masę. Następnie formujemy kotlety – najlepiej mokrymi dłońmi, nie będą one wtedy przywierać do rąk. Pieczemy w 180°C przez około 20 minut. W połowie pieczenia możemy przewrócić je na drugą stronę aby równomiernie się przypiekły.

Burgery

Bułki przekrawamy na pół, lekko nawilżamy oliwą z oliwek i grillujemy w piekarniku przez parę minut. Każdą z połówek smarujemy ketchupem/musztardą/hummusem, komponujemy warzywa (ja kładę najpierw sałatę, następnie kotlet i na górę resztę warzyw). I już mamy wegeburgery!

Pyszna, sycąca buła gotowa! 🙂

burger

Pieczona dynia faszerowana jarmużową jaglanką

Zawsze wiedziałam, że dynia posiada bogate wnętrze (poniżej niepodważalny dowód). Do tego ma tak wszechstronne zastosowanie, sami przyznajcie. Bo jak tu jej nie kochać, skoro może być wszystkim – nawet jadalnym naczyniem.

Znacie zasadę synergii? To wtedy, kiedy 2+2=5. Obie składowe, czyli w tym wypadku pieczona dynia i nadzienie, osobno smakują dobrze, ale po połączeniu sił wracają ze zdwojoną siłą, stają się k o m p l e t n ą bombą smaku. Wszyscy znamy i lubimy faszerowane cukinie, papryki, czy ziemniaki, ale to jest n a j l e p s z e nadziane warzywo z n a j l e p s z y m farszem, jakie dotąd jadłam – przebija wszystkie poprzednie. Przepis broni się sam. Bez zbędnej gadki. Sprawdźcie sami.

pieczona dynia faszerowana

Pieczona dynia faszerowana

Składniki na 2 średnie dynie hokkaido (po około 1,5 kg każda, lub 3 mniejsze)

Dynie:

2-3 ząbki czosnku

rozmaryn

ulubiony olej (np. rzepakowy)

Farsz:

około 1 szklanki kaszy jaglanej (200g/2 woreczki)

3 duże liście jarmużu (około 200g)

1/2 słoika suszonych pomidorów (około 150g)

1 łyżeczka (lub więcej) przyprawy Garam Masala, ewentualnie innej ulubionej arabskiej mieszanki

1 łyżeczka słodkiej papryki

szczypta pieprzu cayenne

parę szczypt gałki muszkatołowej

sok z niecałej połowy cytryny

prażone pestki dyni do ozdoby

sól

pieprz

olej rzepakowy do smażenia (możecie wlać nieco więcej niż zwykle, nie chcemy, by farsz był za suchy)

Wykonanie

Dynie:pieczona dynia

Piekarnik rozgrzewamy do 190°C. Dynie myjemy, obcinamy „kapelusik”, dużą łyżką wydrążamy łykowatą część i pestki. Oczyszczone dynki układamy wraz z obciętymi, górnymi częściami na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Od środka smarujemy je przeciśniętym przez praskę czosnkiem wraz z ulubionym olejem, posypujemy solą, pieprzem i rozmarynem. Pieczemy przez około 20-25 minut – do miękkości miąższu. Pamiętajmy, że dynie hokkaido są takie super, że nie trzeba obierać ich ze skórki! 🙂

 

 

 

Farsz:

farsz

Kaszę jaglaną gotujemy (nie mieszamy podczas gotowania, aby nie zrobiła się ciapka) przez około 10 minut do całkowitego wchłonięcia wody. Na patelni rozgrzewamy olej rzepakowy, smażymy posiekany jarmuż przez około 10 minut do miękkości, najlepiej smażyć pod przykrywką, aby nie uciekła zbyt duża ilość wody. Pod koniec smażenia dodajemy pokrojone pomidory oraz ugotowaną kaszę jaglaną, przyprawiamy, dodajemy sok z cytryny i mieszamy dokładnie wszystkie składniki. Nasz farsz jest już gotowy.

Nadziewamy upieczone, jeszcze ciepłe dynie. Posypujemy pestkami, zakładamy kapelusik i zabieramy się do pałaszowania. 🙂